piątek, 25 marca 2022

Kiedy spowiedź może szkodzić?

Tak, to nie pomyłka. Nie pytam "czy może szkodzić", ale kiedy. Im więcej dowiaduje się o Kościele i świecie, tym bardziej odpycha mnie od praktyk religijnych. Kiedyś wierzyłam, że Annailisse Michelle była opętana, ale poznanie sprawy z perspektywy naukowej sprawiło, że choćbym nie wiem, jak bardzo chciała - nie jestem w stanie w to teraz uwierzyć. Podobnie z Objawieniem w Fatimie, ale to nie jest dzisiejszy temat. Po prostu przestałam chodzić do kościoła i nie czuję się z tym źle, ale nadchodzi Wielkanoc. Mimo wszystko, nadal mam jakąś chęć, aby choć trochę praktykować, zwłaszcza w święta... Może to sentyment? Nie wiem. Tak czy siak, zmusiłam się, aby pójść do spowiedzi.


Przyznałam się, że ostatni raz byłam na Boże Narodzenie i że nie odmówiłam zadanej pokuty. Opowiedziałam, że "olewałam praktyki religijne". Nawet nie zrobiłam jakiegoś rachunku sumienia. Po prostu zastanowiłam się, co opowiedzieć. Jak już mówiłam: bardziej się zmusiłam niż chciałam. Nie pytajcie po co, bo sama nie wiem.


Co usłyszałam, że trzeba być zimnym albo gorącym, bo tak Pan Jezus powiedział. Ze muszę się określić: albo jestem poganką i mam Boga w nosie, albo wierzę i praktykuję.

Jest takie zaburzenie poznawcze, jak "dyhotomiczne myślenie", które u mnie jest bardzo silne. Polega to na czarno białym podziale świata: albo tak albo tak. Na terapii uczę się, że sorry, ale tak nie jest.  Czego byśmy nie zrobili, świat zawsze będzie szary. Jak to się ma do spowiedzi?

Ano tak, że z jednej strony jest rodzina, pani terapeutka i ja, która widzi, że swiat nie jest czarno biały. Że w kościele jest wiele zasad, których nie rozumiem, a które są wręcz szkodliwe (np. piętnowanie homoseksualizmu i nazywanie go grzechem). I ktoś powie: "małe dzieci też nie rozumieją, co rodzic od nich chce, ale muszą się słuchać, bo on wie lepiej, co dla niego dobre". Tylko, że dziecko dorasta i z czasem rozumie dlaczego zasady są takie, a nie inne. Teoretycznie wobec Boga zawsze będziemy dziećmi. Z resztą, czy to nie prowadzi do bezmyślności? Ślepego posłuszeństwa? Wbrew pozorom, kiedy dziecko się buntuje to dobry znak, bo zaznacza swoją odrębność, uczy się świata, odrywa się od rodziców, co jest naturalną koleją rzeczy.


Z drugiej strony mamy księdza, który mówi: no sorry, albo tak, albo tak. Nie można inaczej. Trudno, nazwijcie mnie "wybiurką", ale kościół nadal spełnia moje potrzeby, które są POTRZEBAMI, a których nie mogę spełniać gdzie indziej. Ale nie mam też zamiaru oszukiwać i zgadzać się z czymś z czym nie mogę się zgodzić, choćbym bardzo chciała, bo jest to dla mnie np. nie logiczne. 

Pomyślałam wtedy o dawnej sobie, która zapewne takie słowa wzięłaby sobie mocno do serca. Wróciłabym do domu i stwierdziła: "muszę chodzić do kościoła w każdą niedzielę, choćby nie wiem co. Nawet jeśli jestem zmęczona czy nie widzę sensu tego robić. A na spowiedzi MUSZĘ powiedzieć wszystko, co kościół uznaje za grzech nawet jeśli nie z tym nie zgadzam, bo inaczej będę zostanę poganką, albo gorzej: będę letnia!" Jeśli wiecie na czym polega nerwica natręctw, to zauważycie, że może to wprowadzić w chorobę. Kiedyś ksiądz był dla mnie większym autorytetem niż rodzice. Byłam przekonana, że muszę wypełniać WSZYSTKO, co do litery i póki żyje (dosłownie), to nie ma dla mnie wymówek.


Dodajmy do tego jeszcze jedną rzecz. W teorii zaleca się, aby każdy miał stałego spowiednika, który będzie go dobrze znał i wiedział jaka jest jego sytuacja życiowa. Nawet w książeczce do nabożeństwa, przy formułce spowiedzi jest napisane, aby powiedzieć kim się jest np. uczniem siódmej klasy podstawówki, jakby ksiądz nas nie znał. Nie wiedziałam o tym. Gdy byłam na Jasnej Górze, spowiedź odbywała się w dużych konfesjonałach w których nie można było mówić normalnie (nie szeptem). Każdy miał tyle czasu ile potrzebował, bo spowiednik nie musiał gonić na mszę. I w takiej sytuacji można dobrze poznać penitenta, dowiedzieć się, że ma duży problem z nerwicą eklozjogenną, a on sam może dobrać sobie spowiednika. 


Na naszej parafii tak nie ma. Ksiądz jest tylko jeden, więc spowiedź odbywa się około kwadrans przed mszą. Mały konfesjonał jest niewygodny i bolą kolana, więc penitent też chce szybko od niego odejść. W dodatku trzeba mówić szeptem, aby jakaś pani Krysia nie usłyszała, co masz na sumieniu... I w ten kwadrans spowiada się trzy osoby. Nie ma szans, aby dobrze poznać osobę, która przychodzi, a przy tym nie zrobić jej krzywdy i nie wpędzić np. eklezjogenne OCD. Nie dziwie się, więc, że nasz proboszcz daje raczej ogólne nauczanie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecane posty

Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!

Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie pi...