środa, 30 marca 2022

Dlaczego ludzie lubią kryminalne historie?

Wyobraźcie sobie sytuację, że na ulicy podchodzi do Was osoba i pyta czy otrulibyście kogoś kogo nienawidzicie. Myślę, że część z Was potraktowałaby to jako żart i odpowiedziała żartobliwie, że parę osób by się znalazło. Ale tajemniczy ktoś pyta się o to czy sami byśmy paść ofiarą zbrodni. Nie wiem, jak Wy, ale ja zaczęłabym się dyskretnie oddalać, w przerażaniu, że z tym kimś jest coś nie tak.


Spokojnie, nie mam zamiaru nikogo straszyć. Obiecałam poruszyć temat zainteresowania sprawami kryminalnymi, więc o to jest. :) Nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby ani zabijać, ani tym bardziej paść ofiarą mordercy. Ale kryminały czytać lubimy, podobnie, jak słuchanie o prawdziwych zdarzeniach tego typu. Pytanie nasuwa się samo: dlaczego tak jest?


Jedną z przyczyn podsuwa Katarzyna Bonda, królowa polskiego kryminału, w swojej książce "Maszyna do pisania cz. 1". Wyjątkowo nie jest to żadna powieść, a poradnik dla początkujących pisarzy. Mam go w domu i uważam, że jak ktoś nie ma pojęcia, jak zacząć przygodę z pisaniem, to warto do niego sięgnąć. Autorka pisze, że ludzie chcą obserwować niebezpieczne sytuacje z bezpiecznej odległości. Jesteśmy zwyczajnie ciekawi, "jak to może być". Przy czym boimy się sprawdzać to w rzeczywistości i książki przychodzą nam z pomocą. I nie dotyczy to tylko kryminałów. Jeśli kogoś fascynują kraje Azjatyckie, a z jakiegoś powodu nie może pozwolić sobie na wycieczkę do nich, zaczyna czytać. 

Inny powód, bardziej dopasowany do tematu, znalazłam na stronie Prawo pl . Przytoczę z niej wypowiedź Pani Profesor Kryminolog Moniki Całkiewicz: 


"Lubimy kryminały, ponieważ pozwalają one nam na symboliczne wyładowanie tkwiącej w nas agresji. W pewnym stopniu każdy z nas ma ją w sobie. I właśnie czytanie kryminałów zaspokaja naszą potrzebę rozładowania agresji. Ale nie tylko dlatego sięgamy po kryminały. Fascynuje nas zło. Ono jest wyrazistsze niż dobro. Zbrodnia nas fascynuje. To cecha ogólnoludzka." 


Do tego dochodzi jeszcze gimnastyka umysłowa. Czytelnicy w jakimś stopniu sami "prowadzą śledztwo". Mają wskazówki, opis podejrzanych i inne ważne rzeczy na podstawie których typują kto zabił. Na końcu albo się w tym utwierdzają, albo przeżywają szok, że sprawdzą jest osoba, której nawet nie brali pod uwagę.  


Jako ciekawostkę powiem, że kiedy miałam staż w bibliotece, to pan, który mnie "uczył", chciał, abym napisała kryminał w którym jest ofiarą zbrodni w bibliotece. 

Sędziowie podobno nie specjalnie lubią ten gatunek, bo procesy sądowe, śledztwa i inne tego typu rzeczy znają od kuchni i łatwo im zauważyć błędy czy absurdy autorów. Poza tym, jeśli na co dzień obracasz się w takich tematach, to w którymś momencie masz ich dość i chcesz się oderwać. 

Jako nastolatka uwielbiałam serial "Ojciec Mateusz" i "Komisarz Alex". Tak, te "podróbki" zagranicznych serii. xd W każdy czwartek i sobotę siadałam przed telewizorem i oglądałam prowadzone sprawy. Ale im więcej słucham podcastów kryminalnych, tym bardziej widzę, jak te seriale są nie realistyczne. Najczęściej śledztwa trwają kilka dni. Czasem się zdarza, że w odcinku jest już sprawa trwająca kilka lat, której policja nie umie rozwiązać, bo nie ma z nimi cudownego księdza Mateusza i gdy ten się pojawia, wszystko wyjaśnia. 


Jak mogłyby wyglądać konkretne sprawy kryminalne w serialu "Ojciec Mateusz"? Weźmy np. zbrodnię Miłoszycką. Dochodzi do zbrodni, śledztwo się toczy aż do momentu aresztowania Tomasza Komendy (najczęściej w połowie odcinka) i wtedy ksiądz detektyw trafia na Ireneusza P. Mówi mu, żeby się przyznał, że nie winny człowiek pójdzie do więzienia. Ten w końcu pęka i mówi dlaczego to zrobił. Nawet jeśli chce uciec, to i tak w ostatniej chwili wpada inspektor Możejko z Noculem i go aresztują. Tomasz Komenda nie trafia do więzienia i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. 

Tymczasem, jak ta sprawa wyglądała w rzeczywistości, wszyscy fani zagadek kryminalnych dobrze wiedzą. Absurdy sądowe to ciekawy temat, ale w sumie to nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. 

Z serialem "Komisarz Alex" jest podobnie. Uważam, że psy jak najbardziej są bardzo mądre, ale w rzeczywistości same śledztwa nie rozwiążą. I wiem, że Aleks sam tego nie robił, ale pewne jego zachowania były bardzo nierealistyczne. Można powiedzieć, że akurat z tego serialu trochę wyrosłam. 


Nadal lubię obie serie, ale już nie czekam na nie co tydzień. Po prostu jeśli trafię na nie w TV, to oglądam i tyle.


Ktoś teraz może zapytać: no dobrze, ale to są książki. Wytwór cudzej wyobraźni, a co z podcastami kryminalnymi?  

No nie do końca jest to wytwór cudzej wyobraźni, bo najlepsi autorzy inspirują się prawdziwymi sprawami. Choćby wspomniana wcześniej Katarzyna Bonda.  Myślę, że w przypadku podcastów i programów o tym temacie, powody ich popularności są podobne, ale dodałabym jeszcze jeden: możliwość niesienia pomocy ofiarom. Np. program Magazyn Kryminalny 997 - program popularny w latach dziewięćdziesiątych, emitowany do dziś. Najpierw jest krótkie przedstawienie sprawy, potem inscenizacja najprawdopodobniej wersji zdarzeń, a później widzowie mogą dzwonić i mówić czy coś widzieli, albo podawać inne mniej lub bardziej (to  już oceniają osoby prowadzące śledztwo) istotne informacje. 


Z podcastów o tej tematyce najpopularniejsze są dwa: Kryminatorium, którego autorem jest Marcin Myszka. Lubiłam ten dreszcz, którego akurat tutaj nie brakuje. W postacie wcielają się aktorzy czytający dialogi, a całość dopełnia muzyka niczym z horroru. Nie polecam nikomu ze słabymi nerwami. Sama zrezygnowałam ze słuchania, bo czasem się troszkę bałam. Normalnie, jak jest się samemu w domu i ktoś zadzwoni do drzwi, to nie myślimy, że może to być coś niebezpiecznego. Oczywiście zachowujemy środki ostrożności, z tym że bez paniki. Ale jak się w tym czasie słucha o mrocznych sprawach, to wyobraźnia działa i trzeba sekundy racjonalnego myślenia, żeby ją uspokoić.  Po prostu zaglądam do okna i sprawdzam kto przyszedł. Kryminatorium odpuściłam całkowicie, ewentualnie raz na jakiś czas posłucham czegoś króciutkiego. 


Drugi podcast to Piąte nie zabijaj na kanale Justyny Mazur. I nie jest to jedyny podcast na tym kanale, po prostu inne dotyczą całkiem innych tematów. Odcinki z tej serii pojawiają się raz czy dwa w miesiącu i zwykle są długie około 40 minut, a nie raz i nie dwa nawet ponad godzinę. Zawsze bardzo dokładnie przedstawia sprawę, opisuje wszystkich bohaterów. Niektórzy nawet zarzucają jej rozwlekanie, ale ja tego nie widzę. Podchodzi do omawianych historii bardziej emocjonalnie. Dreszcz emocji nadal jest, ale bez lęku. Nie wiem, może to zależy od płci? Że głos kobiety może być bardziej uspokajający? Coś w tym chyba jest. Podkreśla, że wybiera te historie, które w jakiś sposób utkwiły jej w pamięci. Porusza głównie sprawy Polskie, albo takie które dotyczyły Polaków.  Szczególnie polecam jej odcinek o Anneliese Michel.Jest to chyba najdłuższy podcast na jej kanale  i ma aż dwie części, ale warto posłuchać. Oczywiście te historie staram się mocno ograniczać, ponieważ wiem, że mogą mieć na mnie zły wpływ. 


W liceum na religii ksiądz włączył nam Polski "dokument" o tej historii, aby pokazać, że opętania istnieją. Naprawdę, świetny pomysł, aby dzieciakom (nawet w liceum) włączać nagrania z egzorcyzmów. Brawo! xd No i nie zgadniecie co się stało. Bałam się, że będę opętana. Poniekąd ten film przyczynił się do rozwoju mojego ocd. Nawet dotykałam krzyża, aby "sprawdzić" czy nie siedzi we mnie demon. Tak, naprawdę. I oczywiście nie miałam pojęcia, że może mieć to podstawy psychologiczne. 


Podcast Justyny bardzo mi pomógł. Autorka podeszła do sprawy z perspektywy naukowej. Podała różne możliwe zjawiska, które mogły mieć wpływ, jak np. to, że dziewczyna wychowała się w surowym i religijnym domu. Surowym do tego stopnia, że nie mogła chodzić na zajęcia z tańca. Na końcu drugiej części jest też rozmowa z panią psycholog, która miała do czynienia z podobnymi przypadkami i opowiada, jak sytuacja mogłaby wyglądać dzisiaj. W całym podcaście nie ma żadnych nagrań z egzorcyzmów o czym autorka mówi na początku obu części. 


I tak z tłumaczenia przyczyn lubienia kryminałów przeszliśmy do religii. xd 







wtorek, 29 marca 2022

Absurd bojkotu

Post o ktyminałach będzie, ale potrzebuję na niego dłuższej chwili. Za to dziś byłam świadkiem bardzo ciekawej sytuacji. Weszłam na facebooka i przeglądając posty zobaczyłam w jednej grupie szydełkowej wpis, że nie można pytać o kupowanie rosyjskich wzorów, bo to wspieranie wojny. I teoretycznie ma to sens. W końcu pieniądze jakoś idą do Rosji. Mój problem polegał na tym, że całość była okraszona dużą dawką oburzenia, że ktoś ośmielił się to zrobić. Do tego załączono screen z wiadomością, że pewna pani uważa bojkotowanie rosyjskich wzorów za przesadę. Że nie będzie kupować na siłę innych wzorów, bo zwyczajnie jej się nie podobają i że jeśli będzie chciała, to będzie kupi rosyjskie. Dokładnie nie pamiętam, ale wydźwięk był mniej więcej właśnie taki.

W komentarzach wylała się fala oburzenia: "Że jak to?! Przecież to jawne wspieranie wojny!" I wiecie co? Uważam, że to już gruba przesada. Jak najbardziej rozumiem, że gospodarcza izolacja Rosji to jedyne rozwiązanie. Bolesne, ale potrzebne. Brzydzi mnie też zachowanie marek, które idą pod prąd i postanawiają zarobić w Rosji, wchodząc w miejsce tych, które odeszły. A na to, co dzieje się na Ukrainie nie mam słów. Po prostu chce się płakać.

Ale głupotą jest myślenie, że jak ktoś ośmielił się kupić Rosyjski wzór na szydełko, to od razu wspiera wojnę. Jeśli chodzi o kwestię pieniędzy, to lepiej jest promować marki alternatywne, a nie oburzać się, że ktoś zrobił coś niezgodnego z naszym sumieniem. Czy poszłabym do sklepu, którego marka próbuje zarobić na całej sytuacji? Jeśli miałabym świadomość, że coś takiego ma miejsce i przy tym miałabym alternatywę w postaci odpowiedniego dla mnie produktu od konkurencji - wybór byłby dla mnie oczywisty. Z tym że nie miałabym pretensji do osoby, która robi inaczej. Oczywiście tak długo, jak nie będzie ona mówić wprost, że w sumie ta wojna to super sprawa (czy innych głupot). Krótko mówiąc: niech każdy patrzy na swoje sumienie i nie popadajmy w jakąś paranoję.  Skoro ktoś kupił jakąś "pierdołę" (w naszych oczach), to widocznie była mu ona do czegoś potrzebna i nie nam to oceniać.

Dlaczego lubię historie kryminalne? - zapowiedź posta

Wczoraj był mały dramat! :O Nic nie napisałam na bloga! A zależało mi, aby przez miesiąc pisać raz dziennie, ale to nic. Postów i tak jest ponad trzydzieści. A teraz mogę was zaprosić na oficjalnego bloga   Środowiskowego Domu Samopomocy. Wystarczy kliknąć niebieski  napis w zdaniu obok. A dziś, jak się zbiorę, to poruszę temat kryminałów i postaram się opowiedzieć dlaczego ludzie je mogą  lubić oraz jakie są najpopularniejsze kanały kryminalne. 


niedziela, 27 marca 2022

Wielkanocne kartki Irys Folding

Technika Irys Folding bardzo mi się spodobała. Nie dawno robiłam nią kartki na Boże Narodzenie. Teraz zabrałam się za Wielkanocne. :) Każda z nich ma swój niepowtarzalny urok. Najbardziej podoba mi się kurczaczek z w skorupce, a wam? 





sobota, 26 marca 2022

Drogie Ruskie boty, nie obchodzi mnie kasyno w Nigerii!! xd

 Wchodzę sobie na bloga, aby sprawdzić statysyki i widzę... dziesięć komentarzy!! Dziesięć, a było dziewięć!! :O Ucieszona poszłam sprawdzić, co mi ktoś napisał. Komentarz był w obcym języku, ale to żaden problem. Mam opcje tłumaczenia postów, więc ktoś z Korei (bo w takim języku komentarz był napisany) mógł go przeczytać. Skopiowałam go do tłumacza googla, aby wiedzieć o czym on jest i okazuje się, że ktoś pisze o kasynie w Nigerii. XD W temacie "Problemy niepełnosprawności ukrytej" pisze o kasynie. Wiadomo, że to tak zwany "ruski bot", który wrzuca na ślepo, co mu każą czy jakoś tak. Z resztą, już drugi raz mam taki komentarz. Aha, no i konto osoby, która rzekomo pisała ten komentarz jest założone w tym roku.

Drogie boty, nikogo nie obchodzą wasze kasyna, nie marnujcie czasu. :)

piątek, 25 marca 2022

Kiedy spowiedź może szkodzić?

Tak, to nie pomyłka. Nie pytam "czy może szkodzić", ale kiedy. Im więcej dowiaduje się o Kościele i świecie, tym bardziej odpycha mnie od praktyk religijnych. Kiedyś wierzyłam, że Annailisse Michelle była opętana, ale poznanie sprawy z perspektywy naukowej sprawiło, że choćbym nie wiem, jak bardzo chciała - nie jestem w stanie w to teraz uwierzyć. Podobnie z Objawieniem w Fatimie, ale to nie jest dzisiejszy temat. Po prostu przestałam chodzić do kościoła i nie czuję się z tym źle, ale nadchodzi Wielkanoc. Mimo wszystko, nadal mam jakąś chęć, aby choć trochę praktykować, zwłaszcza w święta... Może to sentyment? Nie wiem. Tak czy siak, zmusiłam się, aby pójść do spowiedzi.


Przyznałam się, że ostatni raz byłam na Boże Narodzenie i że nie odmówiłam zadanej pokuty. Opowiedziałam, że "olewałam praktyki religijne". Nawet nie zrobiłam jakiegoś rachunku sumienia. Po prostu zastanowiłam się, co opowiedzieć. Jak już mówiłam: bardziej się zmusiłam niż chciałam. Nie pytajcie po co, bo sama nie wiem.


Co usłyszałam, że trzeba być zimnym albo gorącym, bo tak Pan Jezus powiedział. Ze muszę się określić: albo jestem poganką i mam Boga w nosie, albo wierzę i praktykuję.

Jest takie zaburzenie poznawcze, jak "dyhotomiczne myślenie", które u mnie jest bardzo silne. Polega to na czarno białym podziale świata: albo tak albo tak. Na terapii uczę się, że sorry, ale tak nie jest.  Czego byśmy nie zrobili, świat zawsze będzie szary. Jak to się ma do spowiedzi?

Ano tak, że z jednej strony jest rodzina, pani terapeutka i ja, która widzi, że swiat nie jest czarno biały. Że w kościele jest wiele zasad, których nie rozumiem, a które są wręcz szkodliwe (np. piętnowanie homoseksualizmu i nazywanie go grzechem). I ktoś powie: "małe dzieci też nie rozumieją, co rodzic od nich chce, ale muszą się słuchać, bo on wie lepiej, co dla niego dobre". Tylko, że dziecko dorasta i z czasem rozumie dlaczego zasady są takie, a nie inne. Teoretycznie wobec Boga zawsze będziemy dziećmi. Z resztą, czy to nie prowadzi do bezmyślności? Ślepego posłuszeństwa? Wbrew pozorom, kiedy dziecko się buntuje to dobry znak, bo zaznacza swoją odrębność, uczy się świata, odrywa się od rodziców, co jest naturalną koleją rzeczy.


Z drugiej strony mamy księdza, który mówi: no sorry, albo tak, albo tak. Nie można inaczej. Trudno, nazwijcie mnie "wybiurką", ale kościół nadal spełnia moje potrzeby, które są POTRZEBAMI, a których nie mogę spełniać gdzie indziej. Ale nie mam też zamiaru oszukiwać i zgadzać się z czymś z czym nie mogę się zgodzić, choćbym bardzo chciała, bo jest to dla mnie np. nie logiczne. 

Pomyślałam wtedy o dawnej sobie, która zapewne takie słowa wzięłaby sobie mocno do serca. Wróciłabym do domu i stwierdziła: "muszę chodzić do kościoła w każdą niedzielę, choćby nie wiem co. Nawet jeśli jestem zmęczona czy nie widzę sensu tego robić. A na spowiedzi MUSZĘ powiedzieć wszystko, co kościół uznaje za grzech nawet jeśli nie z tym nie zgadzam, bo inaczej będę zostanę poganką, albo gorzej: będę letnia!" Jeśli wiecie na czym polega nerwica natręctw, to zauważycie, że może to wprowadzić w chorobę. Kiedyś ksiądz był dla mnie większym autorytetem niż rodzice. Byłam przekonana, że muszę wypełniać WSZYSTKO, co do litery i póki żyje (dosłownie), to nie ma dla mnie wymówek.


Dodajmy do tego jeszcze jedną rzecz. W teorii zaleca się, aby każdy miał stałego spowiednika, który będzie go dobrze znał i wiedział jaka jest jego sytuacja życiowa. Nawet w książeczce do nabożeństwa, przy formułce spowiedzi jest napisane, aby powiedzieć kim się jest np. uczniem siódmej klasy podstawówki, jakby ksiądz nas nie znał. Nie wiedziałam o tym. Gdy byłam na Jasnej Górze, spowiedź odbywała się w dużych konfesjonałach w których nie można było mówić normalnie (nie szeptem). Każdy miał tyle czasu ile potrzebował, bo spowiednik nie musiał gonić na mszę. I w takiej sytuacji można dobrze poznać penitenta, dowiedzieć się, że ma duży problem z nerwicą eklozjogenną, a on sam może dobrać sobie spowiednika. 


Na naszej parafii tak nie ma. Ksiądz jest tylko jeden, więc spowiedź odbywa się około kwadrans przed mszą. Mały konfesjonał jest niewygodny i bolą kolana, więc penitent też chce szybko od niego odejść. W dodatku trzeba mówić szeptem, aby jakaś pani Krysia nie usłyszała, co masz na sumieniu... I w ten kwadrans spowiada się trzy osoby. Nie ma szans, aby dobrze poznać osobę, która przychodzi, a przy tym nie zrobić jej krzywdy i nie wpędzić np. eklezjogenne OCD. Nie dziwie się, więc, że nasz proboszcz daje raczej ogólne nauczanie.




czwartek, 24 marca 2022

Dostałam zadanie! :)

Dostałam zadanie, aby prowadzić bloga Środowiskowego Domu Samopomocy :) bardzo się cieszę, bo to znaczy, że ktoś uznał, że się do tego nadaję. Jeszcze nie wiem do końca, co konkretnie na nim będzie, ale już podaję link. Wystarczy na niego kliknąć. Dom Samopomocy

Kim jest Steffi Love?

Na pewno jest tańszą, a przy tym nadal dobrą jakościowo, alternatywą dla Barbie. Jej producentem jest firma Simba. Tylko jaka jest jej historia, kiedy powstała? Wiem, że pochodzi z Niemiec i oryginalnie jej imię wymawia się "sz", co brzmi dość dziwnie. Jej wersja z lat dziewięćdziesiątych też wygląda dużo gorzej niż obecna, ale to tylko moja subiektywna opinia. Może to siostra Petry? :D Z tego, co czytałam, Petra była bardzo popularna za czasów PRL i też pochodziła z Niemiec. Ją wyprodukowała firma Plasty.  Powstało w roku 1964 , jako odpowiedź na Barbie. Może wiecie lub nie, ale pierwsza Barbie była inspirowana niemiecką lalką z komiksów dla dorosłych - Lili. Więc niemcy postanowili odpowiedzieć. No bo jak to tak? Kopiować ich? I to z sukcesem? No nie można! :D Swojej Petry nie mam, choć może kiedyś to się zmieni. 


Petra na kanapie. Przykładowe zdjęcie z internetu.


Ale wpis jest o Steffi, więc wróćmy do tematu. Steffi można dostać w różnych wariantach: gimnastyczki, tancerki, mamy, rolkarki, piosenkarki, modelki... czego dusza zapragnie. Zabawka jest tańsza Mattelowskiej piękności, ale w jakości niczym jej nie ustępuje. Ostatnio dostałam od kuzynki Steffi Królową Śniegu, a właściwie to Steefi Snow Dream. Tylko konia i karetę zostawiła sobie.



Fotka również przykładowa, bo moja Steffi ma trochę inną sukienkę

 





środa, 23 marca 2022

Nie znam cię!

Ostatnio często zdarzają mi się niezręczne sytuacje, kiedy ktoś zagaduje do mnie po imieniu, jakby mnie znał od dawna, a ja myślę sobie: "Ale kto to jest?" Oczywiście najpierw próbuję sobie przypomnieć, ale nie raz jest tak, że kompletnie tej osoby nie kojarzę. Głupio mi zapytać kim ta osoba jest, ale jestem do tego zmuszona. Czuję się z tym źle. Przeraża mnie ile "obcych" osób mnie zna i poznaje. Ostatnio zagadał do mnie pewien chłopak, którego akurat nie zapytałam kim jest. Gdy powiedziałam, że idę na spacer, a on zapytał czy też może, wprost odpowiedziałam, że nie, bo go nie kojarzę. Sytuacja trochę, jak z tego skeczu. :D







wtorek, 22 marca 2022

Lody Truskawkowe light - przepis z gazetki

Robi się ciepło i nachodzi mnie coraz bardziej ochota na lody, ale tym razem takie lody DIY! :) Tym bardziej, że urocze foremki silikonowe w różnych kształtach skradły moje serce. Oglądałam sobie różne gazetki z przepisami i znalazłam swój ideał do którego nawet nie trzeba maszynki do lodów.  Przepisu jeszcze nie próbowałam, ale jest tak prosty, że nie da się go zepsuć. Pochodzi on z gazetki: "Lody * desery * napoje", a autorem jest pani Emilia z Jeleniej Góry. Aż mi ślinka cieknie.


Składniki:


1. małe opakowanie jogurtu naturalnego
2. 25 dag truskawek

Przygotowanie:

1. Truskawki myjemy i osuszamy, usuwamy szczypułki. Wkładamy do wysokiego naczynia. Dodajemy jogurt, miksujemy na gładką masę. 

2. Masę wlewamy do silikonowych foremek. Wkładamy do zamrażalnika. Mrozimy około 4 godziny.

To tylko ilustracja ozdobna


poniedziałek, 21 marca 2022

Tych ciastek nikt nie zje...

Tytuł wpisu brzmi, jak tytuł horroru w stylu: "W lesie dziś nie zaśnie nikt..." Ale jest prawdziwy. Bo tych ciastek naprawdę nikt nie zje. A jeśli się odważy, to się pochoruje. Ktoś mógłby powiedzieć, że to ciastka idealne. A gdzie tam. Nie głoście takich herezji. Ciastka się przede wszystkim je! :) Zwłaszcza te z czekoladą. Ale wracając do tematu.

Pisałam wczoraj o robieniu masy porcelanowej na zimno i że strasznie się tym denerwowałam. Okazało się, że jednak coś z tego wyszło i jestem nawet zadowolona. Nie wiem, co z nimi zrobię. Pewnie część wykorzystam jako ozdoby choinkowe, albo do wycisków do ozdabiania pudełek decoupage. Ale do tego najpierw muszę kupić silikonowe foremki. Masę ubarwiłam farbą akrylową. Tą której użyłam do repaintu lalki i wtedy nie byłam z niej zadowolona, ale tutaj się przydała. 

A czego potrzeba do zabawy taką masą?

Składniki:


1. Szklanka kleju wikol.

2. Szklanka mąki ziemniaczanej. 
Proporcje muszą być takie same.

3. Dwie łyżeczki oliwki dla dzieci.

4. Dwie łyżeczki cytryny.


Zagniata się, jak ciasto. Resztę lepiej zobaczyć na filmie.


A tak wygląda moje dzieło

 



niedziela, 20 marca 2022

Yashahime -Riku, nie umieraj! 😢

Jestem po 23 odcinku Yashahime. Jeszcze jeden i koniec. Na szczęście zwiastun nowego odcinka zapowiada jakby coś dalej planowali, więc moi bohaterowie jeszcze nie odchodzą! 😋 A skoro mowa o odchodzeniu... Riku, czemu cię zabili?😢 I w sumie to mam gdzieś, że spojleruje czytelnikom zakończenie jego losu. Riku i Towa to była świetna para. Taka czysta, niewinna miłość dwóch postaci, które nie bardzo wiedzą z czym to się je. Nawet się nie pocałowali, ale nie jest to problemem. Oni powinni być razem. 😒 Ale jest, jak jest...

Masa porcelanowa

A dzisiaj zabawy z masą porcelanową. Pani Teresa z Bibliotecznego Klubu Rękodzieła nie będzie zadowolona, ale co tam 🙃 Nie mogłam się doczekać. Z resztą, jeśli będziemy robić to na zajęciach, to nie będę się wykręcać, ale będę wiedziała z czym to się je. 😇 Jestem grzeczną uczennicą. No, chyba, że chodzi o wyciski z masy jakiejś tam, bo tego nie specjalnie lubię 😜 Podobnie, jak filcowania na mokro.

sobota, 19 marca 2022

Czy byś się zamienił?

Po internecie już latają wiadomości jakoby uchodźcy z Ukrainy mieli mieć lepiej od nas. Zgaduję, że to jakieś fałszywe informacje, aby skłócić Polaków. Ale w całej tej sytuacji zastanawia mnie jedna rzecz, której absolutnie nie mogę zrozumieć. Są ludzie, którzy naprawdę płaczą, że teraz to Ukraińcy będą mieli u nas lepiej i że tak nie można. Nawet wczoraj miała miejsce "konferencja" KONFEDERACJI pod hasłem "Tak dla pomagania, nie dla przywilejów". Czy jakoś tak. Żaden dziennikarz na nią nie przyszedł i bardzo dobrze. 😁 Ok, nie przeczę, że trzeba pomagać odpowiedzialnie. Z jednym małym ale. Przyjmijmy przez chwile, że to prawda. Zamienilibyście się z nimi? No nie wiem, jak wy, ale ja wolę mieć żywą rodzinę i dom w kraju ojczystym, którego język rozumiem. No wiem, jakaś dziwna jestem, co poradzę. XD 




piątek, 18 marca 2022

Rodzice vs Internet

W gimnazjum przed każdą wywiadówką było zebranie z rodzicami na dużej sali. Poruszało się tam rzeczy, które dotyczyły całej szkoły i mało kogo one interesowały. Większość rodziców opuszczała tą część. Problem był taki, że z tego, co pamiętam, to nie raz miały miejsce także prelekcje psychologów, którzy mówili na temat problemów związanych z młodzieżą w tym np. internetem. Szkopuł polegał na tym, że większości rodzicom (a przynajmniej takie odnoszę teraz wrażenie) wydawało się, że ich wiedza w tych tematach jest wystarczająca. W końcu sami internetu używają, też byli młodzi i "wiedzą, jak to jest", a poza tym "ich dziecko nie zajmuje się takimi głupotami". Fakt, że na takich spotkania zdarza się demonizowanie tego medium, ale to już inna kwestia.

No właśnie. Zacznę od zadania pytania, co znaczy: używać internetu? Jest różnica między osobą, która korzysta z niego tylko służbowo, a nawet sama nie ma konta na facebooku, a dzieciakiem dla którego sprawdzanie powiadomień w komórce i przeglądania instagrama w ciągu dnia to coś oczywistego. Technicznie obie te sytuacje można nazwać "korzystaniem z internetu", ale co się stanie, kiedy go zabraknie? W przypadku pierwszym nie stanowiło by to problemu. Oczywiście byłaby to nie wygoda, ale nie ktoś kto zna życie bez komórki i komputera, łatwo się przestawi. Dla współczesnego dziecka może to być czymś nie wyobrażalnym. Porównałabym to do sytuacji, kiedy nagle musimy żyć bez prądu i możliwości jego odzyskania. Nie da się. 


Irytuje mnie, że tak łatwo wyśmiewamy (jako ludzie) brak internetu. Najgorsze jest typowe boomerstwo (jak ktoś nie wie kto to boomer, to niech sobie sprawdzi :) ): "Eh, jak ja byłem młody, to nie mieliśmy fAcEbUkA i żyliśmy, a teraz ta młodzież to bez internetu sobie gaci nie wypierze". Oczywiście nie chcę tu bagatelizować problemu uzależnienia od internetu, broń Boże. :) Wiem, że obecnie to poważny problem. Absolutnie nie jest też zwolenniczką dawania telefonu kilku latkom dla tzw. "świętego spokoju". To głupota i jak widzę takie dzieci, to jestem przerażona.  Jednak czego byśmy nie zrobili: obecne życie co raz bardziej jest online.


Nie wiem, jak do końca dobrze powiedzieć, aby każdy zrozumiał, co chodzi. Mam na myśli unieważnienie świata dziecka. Demonizowanie go. Jeśli wszyscy w klasie mają komórkę, oglądają youtuba i rozmawiają o tym, co się dzieje w sieci, a jeden uczeń nie wie o co chodzi, to czuje się wyobcowany, odizolowany. Narzekanie na złą młodzież nic tu nie da. Później, jak jest jakiś problem związany ze społecznością internetową (a trochę ich jest), to ciężko pójść i porozmawiać o tym z osobą, która się na nim nie zna.


Kolejny aspekt, który mnie irytuje dotyczy tego, że dorośli nawet jeśli mają konto na fb, starają się nie demonizować tego medium, rozmawiać z nastolatkami o zagrożeniach, to myślą, że ta wiedza im wystarczy. Nie mówię, żeby zakładać od razu konto na TikToku i odstawiać jakieś głupie tańce, ale ważne, aby wiedzieć, że taka apka istnieje i co się na niej znajduje. Wbrew pozorom, wiele portali społecznościowych się różni od siebie.


Facebook to miejsce raczej ugrzecznione, co sama platforma bardzo pilnuje. Nie raz słyszałam, że pracodawca sprawdza przyszłego pracownika właśnie tam i z tego powodu wiele osób się pilnuje, aby nie pokazać czegoś, co mogłoby ich postawić w złym świetle.  Tm bardziej, jak w znajomych mamy rodzinę. Nie wszystkie zdjęcia chce się w końcu pokazywać np. mamie. 


Instagram. To miejsce kojarzy mi się z fanpagem, czymś, co chcemy udostępnić szerszemu gronu odbiorców. Np. osoby ze świata show biznesu prowadzą swoje konta, aby mieć kontakt z fanami i pokazywać, co u nich słychać. Ale nie tylko są to gwiazdy wielkiego ekranu, ale wszyscy ludzie, którzy w jakiś sposób działają w sieci. Ja np. obserwuję konta rękodzielników, którzy wykorzystują je, aby promować swoje prace. Krótko mówiąc, moim zdaniem na instagramie pokazujemy to, co w jakiś sposób chcemy wypromować, "sprzedać".


Twitter. Nie mam konta na tej platformie. Jedyne moje skojarzenie to "mądrości" polskich polityków i tyle.


I youtube. Największy serwis dodawania wideo. Można na nim znaleźć WSZYSTKO dosłownie.  Z tego, co wiem to niektórzy youtuberzy (np. Profcio, Lakarnum) nie chcą, aby rodzice oglądali ich filmy, bo mogą nie zrozumieć żartów czy tego, co się tam dzieje. Osoby starsze na youtube to w ogóle inna sprawa. W tym temacie polecam filmy o Eli Gawin (są poniżej). Sama konto mam i zdarza się, że coś wrzucę, ale generalnie to na robieniu filmów się nie znam. 

Opisałam krótko najpopularniejsze portale społecznościowe. Jest jeszcze TikTok, ale z niego nie korzystam. Próbowałam, ale jakoś mnie nie zachwycił. Wiem, że tam się wrzuca jakieś filmiki krótkie typu tańce i sporo nic nie wnoszących treści (językiem internetowym mówiąc "kupo - kontent"), ale do tych wartościowych tez można się dokopać. Uważam, że ważne jest, aby rodzice orientowali się (chociaż mniej więcej) czym są i owe platformy i z czym się można na nich zetknąć. 

Około rok temu na miała miejsce głośna drama. Znany youtuber o pseudonimie "Kamerzysta" ze swoją ekipą znęcał się nad niepełnosprawnym intelektualnie chłopakiem. Chłopak sam do nich przyszedł, bo był to jego idol i myślał, że dzięki temu "będzie fajny". Do jednych z zadań należało miedzy innymi jedzenie kociego kału. Później cała ekipa się tłumaczyła, że to nie był kał tylko czekolada itp. tak czy siak - ośmieszyli własnego fana. Sprawa stała się na tyle głośna, że sam "Kamerzysta" trafił za kratki. Nie wiem jaki był wyrok. Jedyne, co wiem to, że jest on już na wolności (chyba za kaucją, bo kasy mu nie brakuje) i planuje pisanie książki. 

Szkoda jedynie, że mało mówiło się o jego poprzednich filmikach: "Noc z bezdomnym", "Zaraziliśmy ich hifem" i tym na którym udawali, że niby Kamerzysta się wiesza. Oczywiście wszystko to miały być super śmieszne pranki (żarty). Normalnie aż skręciło mnie ze śmiechu na myśl, że ktoś chce odebrać sobie życie (ironia/sarkazm).😤


Powiedzieć chcę jedno: rodzice, interesujcie się tym, co wasze dzieci robią w internecie. Obecnie są różne dobre blokady rodzicielskie. Niestety są one płatne, ale mają wiele wartościowych funkcji. Mam wrażenie, że sporo osób nadal o tym nie wie. Druga sprawa to rozmowa. Nie tylko o zagrożeniach, ale po prostu interesowanie się tym, co nastolatek lubi w sieci oglądać. Nawet jeśli nam się to wydaje być głupie. Myślę, że ważne, aby przede wszystkim zrozumieć, jak bardzo różni się świat dzisiejszego np. szesnastolatka od tego, który znaliśmy my, kiedy mieliśmy tyle lat. 


Mam nadzieję, że jakoś to wyjaśniłam. Przepraszam, że jest to długie i być może chaotyczne, ale to problem, który jest bardzo istotny, a i tak wydaje mi się, że liznęłam zaledwie czubek tematu. 






czwartek, 17 marca 2022

Barbara Przybyła

Barbie Glitter Hair z 1994 roku! 😏 Mój najnowszy nabytek z lumpa. Chodziłam tam często z nadzieją, że znajdę jakiś skarb i wreszcie jest. Czułam, że z tą datą 1975 jest coś nie tak. Nie wyglądała, jak egzemplarze z tych lat. Z resztą wcześniej widziałam jej reklamę i ona nie pochodziła z tego roku, a właśnie z lat dziewięćdziesiątych. Pozostaje pytanie: o co chodzi z tą datą? Jeśli czyta to ktoś kto zna odpowiedź, to proszę, aby wyjaśnił. Tak czy siak, jestem bardzo zadowolona z zakupu. Dałam za nią osiem złotych, a na allegro chodzi po 124 zł 😂 Interes życia normalnie 😙 Czekam aż znajdę tam jakąś lalkę z Sailor Moon, a z tego, co pamiętam z fanowskich grupek na fb, to jedna dziewczyna w taki sposób jedną kupiła. Inna rzecz, to czemu lalce brakuje butów? Nawet w reklamie (którą umieszczam poniżej) ich nie widać. Czyżby szalona Barbie chodziła boso? 😎 Wyglądu nie będę opisywać, bo widać na zdjęciu, ale dodam, że lalka posiada nogi zginane w kolanach i skręcane w talii ciało. Do zestawu były dołączone również: brokat ze specjalnym narzędziem do nakładania (którego mogła używać też właścicielka zabawki) i żel do stawiania włosów.A jakie wy skarby z lumpeksu znaleźliscie? 

Aha, Barbie to zdrobnienie imienia Barbara, jak coś. 😙






Świąteczne nowości

Mam taką myśl, aby na Wielkanoc zrobić baranka z masła. Tylko muszę znaleźć odpowiednią foremkę do tego. Na każde święta staram się przygotować coś nowego.

środa, 16 marca 2022

Znalezisko w Lumpeksie

 Dzisiaj króciutko. Odwiedziłam swoje ulubione lumpeksy w nadziei na znalezienie skarbu i udało się - znalazłam Barbie 1975. Tak przynajmniej twierdzi podpis na lalce, bo po mojemu to ona bardziej pasuje na lata osiemdziesiąte. Taki ma makijaż. Nie miałam przy sobie kasy, więc jutro pójdę ją odebrać. Dla takich skarbów za grosze warto tam przychodzić :)

wtorek, 15 marca 2022

Nie umiejętność korzystania ze słów

Miałam napisać kolejną część o lalkach Sailor Moon, ale przyszła mi do głowy rzecz ważniejsza. Nie umiejętność korzystania ze słów. Zdarza się, że długo nie mówię, co się dzieje, choć bardzo się męczę, ale tak naprawdę to nie umiem opisać swoich objawów. A to ważne, aby móc leczyć. Zwłaszcza w kwestii psychiki. Prosty przykład: boli nas lewa ręka i idziemy do lekarza, mówiąc, że problem tkwi w ręce prawej. Przez jakiś czas leczymy rękę lewą, ale bez efektów.  Przykład dość absurdalny, ale myślę, że w kwestii tego, co czuję pasuje idealnie. Czasem słyszę, że "mówię zagadkami", kiedy opowiadam o jakimś problemie związanym z OCD, ale to bzdura. Zdarzają się sytuacje, kiedy nie potrafię opowiedzieć o czymś, bo to trudny temat, ale są to wyjątki. Zwykle mówię dosłownie. Np. o uczuciu ciężaru na piersi związanym z jakąś głupią, natrętną myślą. Inna sprawa, że dla osoby nie związanej z tematem jest to abstrakcja. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to strasznie frustrujące, kiedy ktoś cię nie rozumie.


Inna sprawa to "czepianie się słówek", które też mi się nieraz zarzuca. I to jest prawda. Tylko z czego to wynika? Ano z tego, że każdemu zdarzy się, że powie coś, co nie do końca miał na myśli, jakoś źle się wyrazi. To nie jest "po złości". Po prostu w taki sposób dowiaduję się czy dobrze rozumiem, co chcesz mi przekazać, aby nie było nieporozumień.

To, co w tej kwestii również mnie  irytuje to odpowiadanie "obok pytania". I tutaj przykład już z życia. Na pewnej grupie zapytałam użytkowników, która część serii podobała i nie podobała im się w mandze, a która w anime. Osobno pytałam o mange i anime. Odpowiedzi dostałam, ale nikt nie napisał czy dany łuk fabularny należy do mangi czy anime. Zupełnie jakby nie doczytali pytania do końca, a przecież nie po to je pisałam dokładnie, aby uzyskać konkretną odpowiedź.


I rzecz zdecydowanie najważniejsza: znaki przystankowe! To spotykam często w komentarzach na fb i jest mega wkurzające. Rozumiem, że można chcieć szybko wyrzucić myśli, ale nie używanie kropki, przecinka to PLAGA! Potem czytam taki post lub komentarz i muszę się domyślać, co autor ma na myśli. Naprawdę, nie trzeba kończyć polonistyki, aby wiedzieć, że brak jakiegoś znaku przystankowego może zmienić sens całej wypowiedzi. Uczą tego już na polskim w pierwszej klasie podstawówki, więc proszę, zwracajcie na to uwagę. :)

poniedziałek, 14 marca 2022

Sailor Moon dolls cz. 1

Przedstawiałam już porównanie różnych lalek WINX. Wielu fanom zwyczajnie się one nie podobają, ale ja do nich nie należę. Dzisiaj są pulipy (które z kolei mi nie przypadły do gusty), funko popy i inne figurki, ale dla mnie najwięcej uroki miały lalki typu "barbie". Chociaż obstawiam, że firma Mattel nie robiła zabawek z tej serii.  Kiedy serial wchodził na antenę to chyba nie wróżono mu jakoś specjalnego sukcesu. Tak o to wyglądała pierwsza lalka z serii. Pierwsze, co rzuca się w oczy to coś czego nie lubię w męskich lalkach - plastikowe włosy. Tutaj wygląda to wyjątkowo źle i dziwnie kontrastuje z materiałowymi ubraniami.

Z tego, co wyczytałam , przyczyną była zwykła wygoda. Podobno trudno było uformować słynne koki Usagi z syntetycznych włosów. 

Pierwsza lalka Sailor Moon

W późniejszych wersjach lalki nie zawracano już tym sobie głowy, na szczęście. Inne bohaterki też nie dostarczały tego problemu.









Przyszedł do mnie piękny chłopiec

Tym postem oficjalnie przebijam ilość postów z kwietnia 2017, których było piętnaście. Cieszę się, że mi się udało, bo myślałam, że w tym nie wytrwam. A kim jest owy piękny chłopiec, który do mnie przyszedł? :) Ano jest on bohaterem mangi "Yona w blasku świtu" i występuje na okładce Tomu szesnastego, który otrzymałam kilka dni temu. Trochę na niego czekałam, bo to prenumerata, ale warto było. Najlepszą rzeczą w tomiku jest właśnie okładka. Strasznie podoba mi się jego spojrzenie: pełne chęci zemsty, uczucia zdrady, a jednocześnie pytania "dlaczego?" Bo jeśli ktoś czyta mange od początku, to wie, że został on zdradzony przez najlepszego przyjaciele. Ktoś mógłby powiedzieć, że ten przyjaciel to antagonista serii, bo w pierwszym tomie tak to wygląda, ale nie. Soo - won jest bardziej skomplikowaną postacią i nie będę odbierać wam przyjemności poznawania go. W dodatku Hak kocha tytułową Yone, która także została skrzywdzona przez Soo - wona.


W tym tomie najbardziej podobała mi się scena, jak próbował zabić Soo - wona. Było w niej bardzo dużo emocji i widzieliśmy, jak jego nowi przyjaciele stają w jego obronie, aby nie narobił sobie problemów. Chciałabym zobaczyć wszystkie postacie  w wersji anime, ale nie widziałam nawet figurek(tych płaskich, plastikowych nie liczę - dla mnie to żadne figurki). Na kolejne sezony anime też się zanosi, a szkoda. :(




niedziela, 13 marca 2022

Lęk przed lękiem

Lęk sam w sobie jest okej. Pomaga nam przetrwać. Kiedyś było tak, że człowiek spotykał dzikie zwierzę i mózg i pojawiała się szybka akcja reakcja: walczyć czy uciekać? Człowiek szybko oceniał sytuację i jeśli mógł i potrzebował to walczył, a w przeciwnym razie spierniczał gdzie się da. Ma to sens. W końcu chodziło o ratowanie życie. Dziś się trochę pozmieniało. Nie musimy się mierzyć z dzikimi zwierzętami, a zagrożenia są inne trudniejsze. Lęk o przyszłość, utratę pracy, zdrowia, tego, że ktoś w necie nas źle oceni... Powiedziałaby, że nasze mózgi zaczynają zwyczajnie świrować i nie wiedzą już kiedy się bać czy nie. Nie jednej osobie chyba zdarzyło się mieć wrażenie, że telefon w kieszeni wubruje, kiedy nic takiego nie ma miejsca. Z tego co wiem, nazywa się to fomo.

Moją największą fobią jest fobofobia - lęk przed lękiem. Mam straszne obawy, że wróci wszystko, co złe, że moje myśli natrętne mnie przyatakują. Będę o tym pracować na terapii, ale chciałabym abyście wiedzieli, że coś takiego istnieje. I znów: dla osoby nie obytej w temacie jest to jakaś abstrakcja, wymysł. Mogę starać się to wytłumaczyć, ale jeśli się tego nie przeżyje to bardzo trudno to zrozumieć. Tutaj "akcja reakcja" nie ma racji bytu. Bo jak się chronić przed lękiem samym w sobie? Pojęcia nie mam. Strasznie to paraliżuje i zatruwa życie. Nie lubię zostawać sama na długi czas, bo boję się, że nie zahamuje swoich "złych myśli". Nie mówię jednak o tym zbytnio, bo nie można się dać zwariować. Różne są sytuacje, każdy potrzebuje jakiegoś odpoczynku, nawet od drugiej osoby. 

Proszę tylko, abyście nie oceniali nikogo przez swój pryzmat. Nie ma czegoś takiego, jak obiektywna lista problemów. Każdy jest inny i w sytuacji, kiedy ktoś nam mówi, że się z czymś boryka, nie daje sobie rady, najgorsze, co możemy zrobić to powiedzieć: "Eh, chciałabym mieć tylko takie problemy". Czyli do obecnego stanu dokłada się jeszcze komunikat, że coś z nami nie tak. Fobofobia - artykuł




sobota, 12 marca 2022

Jedyna lalka WINX, która wygląda źle w wersji Giochi Preziosi

Tecna to jedna z najrzadszych lalek. Nie wiem czy w Polsce w ogóle była dostępna, a szkoda. Te najbardziej popularne są dość typowe. Tecna nie ma dziewczęcego stylu i za to ją lubię. Ostatnio pisałam, że moje ulubione lalki WINX są od firmy Giochi Preziosi, ale z jakiegoś powodu ta bohaterka w tej wersji wygląda dość biednie. Nie wiem, może to kwestia projektu, ponieważ w serialu jej strój enchantix też nie powala. Szczególnie na skrzydłach brakuje mi ozdób, którym innym bohaterką nie żałowali. Nawet marka Jakks Paciffic lepiej się w tej kwestii postarała. Na szczęście na ratunek przychodzi Mattel! ^^ Akurat Technie "glamur" w serii Glam Magic Enchantix zrobiło bardzo dobrze.  Skrzydła duże i bardzo dopracowane. Nie popularna opinia, ale podoba mi się, że są podwójne. W serialu miała tylko górną partię skrzydeł, a nie lubię, kiedy nie ma jednolitości. Na ebayu za obie wersje (oprócz Giochi Preziosi, bo tej tam nie znalazłam) trzeba zapłacić 1000 - 3000 zł. Rozumiem, że jest to bardzo rzadka lalka, ale czy nie jest to zbytnia przesada? 


Giochi Preziosi

Mattel

Jakks Pacific



I jeszcze włoska reklama. Niby serial miał być bardzo różnorodny etnicznie, uczący akceptacji, ale nie podoba mi się, że Techna w tej reklamie pojawia się jedynie na końcu i to tak daleko w tyle, przez sekundę, że łatwo jej nie zauważyć. :( Za to plusik, że wykorzystali oryginalną piosenkę z przemiany C:




Sobota

Ludzie nie znoszą poniedziałków. Ja nie znoszę soboty. Nie dlatego, że się wtedy sprząta, wręcz przeciwnie. Nie jestem jakąś fanką sprzątania, więc robię głównie to, co w po prostu muszę zrobić (bo brudu też nie cierpię, mimo wszystko). Sobota to po prostu dzień okropnej ciszy. A cisza to dla mnie zabójstwo. Jestem trochę poszukiwaczem adrenaliny i kiedy moja głowa nie ma czym się zająć, to wymyśla sobie różne głupoty. I brzmi to tak jakbym sama tego chciała, ale tak nie jest. Po prostu boję się ciszy, kiedy nic się nie dzieje, nie ma innych ludzi wokół. Poza rodzicami. A takim dniem jest właśnie sobota.  Najchętniej to bym ją wywaliła ze swojego kalendarza. Dla ludzi pracujących brzmi to wręcz, jak zbrodnia. Z tym, że ja w tygodniu jakoś specjalnie nie pracuje, a marzy mi się nie raz taki bat nad sobą, który sprawi, że jak to się mówi "nie będę wiedziała w co ręce włożyć". Chociaż denerwuję się wtedy, to mimo wszystko naprawdę wolę to niż ogromną ciszę w głowie. Wolne ma sens tylko wtedy, kiedy się pracuje. W innym przypadku przestaje to być coś wyjątkowego. Teraz pewnie ktoś powie: "co za problem znaleźć sobie zajęcie?" Ale kiedy boisz się swoich natrętnych myśli, to wszystkiego się odechciewa i jest się wstanie zmusić tylko do rzeczy naprawdę koniecznych.




piątek, 11 marca 2022

Psycholoszka o terapii

Psycholoszka to kanał na yt, który bardzo lubię, chociaż zbyt młodzieży sposób mówienia może nie być dla każdego. W tym filmiku opowiada o tym, jak przygotować się na pierwszą terapię. Mam jednak dwa małe zastrzeżenia w tej kwestii. Uważam, że nie zależnie od tego czy pójdziemy najpierw do psychiatry czy psychologa, każdy z tych specjalistów powinien umieć doradzić od czego zacząć i myślę, że warto go o to zwyczajnie zapytać. :) Np. pani psychiatra do której chodzę kiedyś prowadziła też terapię.  Teraz tego nie robi, bo ma bardzo dużo pacjentów. Nie dziwię się temu, bo jest świetną lekarką. Druga kwestia dotyczy wyboru nurtu terapeutycznego. Ze mną było tak, że dużo czytałam o zaburzeniu, które mi zdiagnozowano i dowiedziałam się, że najlepiej sprawdza się terapia poznawczo behawioralna. Oczywiście u każdego jest inaczej, ale myślę, że warto to wiedzieć. 


Super za to, że wyjaśniła sprawę kosztów terapii. Ludziom się wydaje, że terapeuci to jacyś zdziercy, którzy "zawsze znajdą problem, aby na nim zarobić", a to nie prawda. Szczerze mówiąc, jak zobaczyłam, że taka podstawowa opłata za trzyletni kurs na terapeutę wynosi około 3000zł, plus do tego jakieś kursy, szkolenia, członkowstwa i inne rzeczy o których nie mam bladego pojęcia, to zaczęłam się zastanawiać ile zostaje tzw. "czystego zysku". A dodać jeszcze takie opłaty, jak np. wynajem lokalu. No i umówmy się: słuchanie o cudzych problemach i pomaganie ludziom to nie jest zajęcie dla każdego. 




Sklepy z lalkami i wspomnienia zabawek z dzieciństwa

Cieszy mnie, że to już pięćdziesiąty post. Nie myślałam, że przez ponad dziesięć dni uda mi się utrzymać regularność i cokolwiek pisać. :D Zwykle mam tak zwany "słomiany zapał", co jakoś fajne nie jest.  Ale krótkie notki jakoś dają radę się wygadać bez konieczności szukania odpowiedniej grupy na fb i czytania pretensji w stylu "po co o tym piszesz". Serio, nie lubię tego.


A dziś o sklepach z zabawkami do których uwielbiam chodzić. Czasem nawet, jak się tam wybieram to zastanawiam się, co myślą sobie te panie, które tam pracują. Niby nie jest to ich sprawa, ale czasem czuję się dziwnie. "Przychodzi tutaj i grzebie w lalkach, ale nic nie kupuje." No jakbym kupidło miała, to bym wykupiła cały sklep.:D Szczególnie tą wielką, sześdziesięcio centymetrową lalkę Rainbow High, ale na nią to nie tylko kasy, ale nawet miejsca.


W moim mieście są dwa sklepy z zabawkami. Pierwszy jest o tyle fajny, że można w nim dostać mnóstwo różnych pierdółek, które przydają się do rękodzieła i po takie rzeczy tam zaglądam.


Drugi nie ma takich rzeczy. Za to pełno w nim produktów do pielęgnacji maluchów takich, jak wózek i śpioszki a także odpowiednich dla nich zabawek. Jednak to, co ja w nim uwielbiam, to wielka półka pełna lalek Barbie. Jest ich mnóstwo, dużo więcej niż w tym pierwszym. I wszystkie serie. Zwykła, Fashionistas, Made to Move, Princess Adventure i nie tylko. Ostatnio odkryłam, że można tam nawet dostać ubranka dla Barbie bez kupowania osobnej lalki. Z resztą od początku takie było założenie Ruth Handler, twórczyni lalki. Muszę mieć to na uwadze. Na razie poczekam, bo akurat wybór sukienek był słaby. Lubię ubranka szyć sama, ale fajnie też nie raz zobaczyć swoją bohaterkę w stroju robionym przez jej producenta.


Współczuję też wszystkim paniom z lumpeksów. Mam takie dwa ulubione w których można znaleźć prawdziwe skarby za grosze, ale na małej powierzchni upchnięte jest dość dużo towaru. A potem przychodzi taka jaka pogrzebie, pogrzebie nic nie kupi i pójdzie. xd Oczywiście, żeby było jasne: zawsze po sobie sprzątam. :) Ale naszukać się trzeba. Szperanie po lumpeksach to super zabawa. Zawsze jest coś, co nadałoby się do repaint.


Zaczęłam się także zastanawiać: dlaczego tak naprawdę uwielbiam zabawki? Nie powiem, abym za dzieciaka miała ich dużo, ale nie było też tak, że nie miałam nic. Z tym, że nie zawsze było to, co ja chciałam. Najczęściej chyba z powodu pieniędzy. W końcu który rodzic nie powiedział dziecku: "Ale ty masz dużo zabawek! Po co ci więcej?" Pamiętam taką sytuację, kiedy poprosiłam mamę o piórnik z bohaterkami bajki W.I.T.C.H. Internetu wtedy nie było, a mama na bajkach się nie znała, więc piórnik dostałam, ale z serii WINX. Nazwy są dość podobne, więc można się pomylić. Taki różowy "śmietniczek".  Mimo wszystko, był bardzo ładny, więc machnęłam na to ręką. :) Gadżetów z serii W.I.T.C.H. miałam dużo. Poza zeszytami szkolnymi, była pościel na łóżko i żyrandol. Zazwycza dostawałam coś albo na urodziny albo pod choinkę. Teraz, kiedy mam więcej swoich pieniędzy, sama mogę decydować, co kupię. Jest to też dla mnie pewnego rodzaju powrót do dzieciństwa, bezpiecznego świata bez zmartwień. No i pewnie spełniam marzenia z dzieciństwa, choć za lalki W.I.T.C.H. trzeba sporo zapłacić i to na ebay z którego jeszcze nie umiem zamawiać. No, ale wszystko przede mną. :D


Przykładowy piórnik W.I.T.C.H.

Miałam tą kosmetyczkę


czwartek, 10 marca 2022

Problemy niepełnosprawności ukrytej

Kiedy myślimy o osobie niepełnosprawnej, to w pierwszej kolejności widzimy kogoś na wózku, o kulach, nie widomego... itp. Generalnie ułomność, którą można zobaczyć. Ale smutne jest to, że mało osób zdaje sobie sprawę, że są choroby przewlekłe, których nie widać i osoba na pierwszy rzut oka funkcjonuje bez zarzutu, wręcz tryska zdrowiem. Albo jeszcze inaczej: dotyka ona psychiki czy funkcjonowania w społeczeństwie. O tym, że "depresja to usprawiedliwienie lenistwa i osoby "chore" powinny się ogarnąć" pewnie wiele osób już słyszało. Jest to pewnego rodzaju "klasyk" i sztandarowy przykład krzywdzących przekonań. Mnie natomiast wkurza, jak ludzie, którzy nie znają mnie na tyle, aby wiedzieć z czym się borykam, zaczynają dawać mi złote rady na życie. W takich momentach najchętniej i wręcz z premedytacją zrobiła bym to samo, mając gdzieś i tłumaczenie "ale to inna sytuacja". Mam Zespoł Aspergera i tak wiem, że są zmiany w klasyfikacji Autyzmu i Zespołu Aspgera, ale piszę tak już z przyzwyczajenia. Inna sprawa to wszelkiego rodzaju komisje, ubieganie się o dofinansowania, renty czy wszelkiego rodzaju inne papierkowe sprawy. Jak dziecko samo je i sika, to już cudownie uzdrowione. Nikogo jakoś specjalnie nie obchodzi to, że np. nie jest w stanie zostać sam w przedszkolu, że nie nawiązuje kontaktu z ludźmi.  Nic się nie należy. 


Miałam podobną przygodę z pewną komisją. Akurat trafiłam wtedy do szpitala i mama chciała się dowiedzieć czy można sprawę załatwić zaocznie. Nie pamiętam nawet, co to było. Jakieś papierki. No i nie dało się, musieliśmy przenieść na inny termin. Kiedy już na komisję dotarłam, pani mnie tylko osłuchała. Tylko tyle.  Po co to? Nie mam pojęcia. ale nie mogliśmy tego załatwić zaocznie. 


Na dokładkę jest rodzina i jej złote rady w stylu: "Wmawiasz dziecku chorobę!", "Oszukujesz dla zasiłku, bo nie chce ci się robić!" I kolejna klasyka gatunku: "Autyzm srałtyzm, kurła! Jakbym w dupe ścięrą zdzielił to by jak w zegarku chodził, ale nie. Teraz to jest to całe bezstresowe wychowanie i dzieci mogą włazić rodzicom na głowę." Czasem aż nóż się w kieszeni otwiera. Jeśli jest się dorosłym autystkiem, to też nie jest łatwo. Naprawdę nie cierpię się tłumaczyć ludziom dlaczego nie mam pracy. Ktoś sobie myśli, że jak umiem zwyczajnie funkcjonować i skończyłam studia, to nie powinno być dla mnie żadnego problemu. Jakoś nie biorą pod uwagę faktu, że praca to odpowiedzialność, której na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie podołać. Bo jak odpowiadać przed kimś za wykonanie ważnego zadania, jeśli nie jest się w stanie do końca odpowiedzieć za siebie? Ale to ciężko zrozumieć komuś kto nie ma z tym do czynienia. Tym bardziej wnerwia mnie takie gadanie. W cudzym życiu to wszyscy najlepsi. Tylko ich własne to "inna sprawa". 😞😖



środa, 9 marca 2022

Lalki anime hand made od Kiry Dolls

 Pokazywałam wam lalkę Sailor Moon zrobioną według pierwotnego pomysły autorki mangi, ale okazuje się, że to nie jest wszystko! 😯 Pani lalkarka ma o wiele więcej postaci do zaoferowania! Ma ktoś zbętne siedem stów? Taki żarcik.😙Bo dokładnie tyle każda lalka kosztuje. Dziwię się jedynie czemu każda ma identyczną cenę, ale nie moje pieniądze - nie moja sprawa.  Ze wszystkich propozycji najpiękniejsza jest dla mnie Sailor Moon z różowymi włosami, ale ją już wam pokazywałam. Moją uwagę przykuł Inuyasha, bo w formie "klasycznej Barbie" jeszcze go nie widziałam. Jedynie figurki i funko Popy. A tutaj ma nawet Tessaige (miecz).

 

 

 

 

 

 

 

Kolejną wartą uwagi lalką jest Sailor V. Jest to pierwsza forma Czarodziejki z Wenus, jeszcze za nim zaczęła się główna seria. Właściwie to cała Sailor Moon wzięła swój początek od niej. W Polsce preaquel wydano jako "Hasło brzmi: Sailor V" nakładem wydawnictwa JPF. Dobra wiadomość jest taka, że wydawnictwo to dostało zgodę na zrobienie nowego wydania Sailor Moon, więc nową Sailor V też pewnie otrzymamy.


 

 

 

 

 

 

 

 

Z  jakiegoś powodu Bandai i inne japońskie firmy (bo zakładam, że pewnie jeszcze jakieś się zajmowały zabawkami z anime) stwierdziły, że zrobią tylko najważniejsze postacie z całej serii Sailor Moon. A reszta? Na co to komu? XD Amerykanie zrobili swoją wersje w której uwzględnili też te "gorsze" postacie, ale ich lalki wyglądały jakby miały Zespół Downa, serio. I to nie tak, że obrażam osoby z tym Syndrom. Znam wiele z nich i bardzo je lubię. Rzecz w tym, że żadna z Sailorek tego nie miała. Chociaż w sumie to byłoby bardzo ciekawe, bo nie spotkałam jeszcze bohaterki z niepełnosprawnością, która byłaby ikoną popkultury. 



 

 

 

 

 

 

Link do sklepu na ebay

wtorek, 8 marca 2022

Rainbow High

 Madison czekała i się doczekała :D To zdecydowanie najdroższa lalka w mojej małej kolekcji. Kosztowała ponad 100 zł i kupiłam ją za urodzinowe pieniądze. Ktoś by pomyślał: "Kurde, jak ty nie masz. co z pieniędzmi robić tylko na głupoty wydawać, to mi daj, chętnie je wykorzystam!" Ale hajs mój i mogę z nim robić, co chcę :) A skąd się dowiedziałam o tych lalkach? Kuzynka dostała taką na święta. Miała Violet Willow z dodatkowymi ubrankami na zmianę. Od razu spodobały mi się jej oczy i fakt, że lalka ma zginane łokcie. I postanowiłam, że kupię sobie taką na urodziny. Nie chciałam mieć identycznej, więc zdecydowałam się na cheerlederke. Chociaż wybór był trudny. Madison konkurowała z zieloną Jade i niebieską Skyler. Przy najbliższej okazji zamierzam zaopatrzyć się też w czerwoną Ruby Anderson, ale już nie cheelderkę. Rzecz w tym, że teraz znaleźć ich podstawowe wersje jest ciężko, szczególnie w niskiej cenie. A te nowe jakoś na razie mi się nie widzą. Tymczasem Madi dzialnie kibicuje mi z półki nad biurkiem razem z Bellą, dwiema Barbie i Lucky. :)



Nerwica Natręctw (OCD): co dają grupy wsparcia?

 Mówi się zdrowy nie zrozumie chorego, a chory zdrowego, ale ja bym to sprecyzowała: chorego nie zrozumie nikt kto nie choruję na tę samą chorobę. Od kilku lat męczę się z nerwicą natręctw tzw. OCD (z angielskiego: obsessive compulsive disorder).Od jakiegoś czasu czuję pewnego rodzaju... samotność. Oczywiście próbuję na te tematy rozmawiać z rodzicami. Są oni dość wyrozumiali, w końcu "męczą się" ze mną już ładnych parę lat 😉 Mama ma dużą wiedzą na temat mojej choroby i stara mi się pomóc, jak tylko umie. Mimo wszystko, często nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, aby opisać to, co czuję. Staram się mówić wprost, ale niektóre tematy są dość trudne. I kolejna rzecz: co dla kogo znaczy "wprost"? 😮 Chyba mało kto wie, że OCD wiąże się z pewnego rodzaju "fizycznym przywiązaniem myśli". Np. jeśli twoje natręctwo jest związane z myciem rąk, to możesz czuć na nich ciężar "brudu" tak długo aż tych rąk nie umyjesz. Albo u mnie tak jest, że jak czuję przymus powiedzenia czegoś "złego" mamie, to wydaje mi się jakbym miała ciężar na piersi. Ewentualnie gdy natręctwo jest związane z wpisaniem czegoś, to mam wrażenie, jakbym musiała je strzepnąć z palca. Dla zwykłego człowieka brzmi to wręcz irracjonalnie! 

Nie dawno miałam epizod związany z nałogowym czytaniem treści o szatanie i okultyźmie. Wiedziałam, że to mi nie służy, że tylko jeszcze bardziej się nakręcam. Z tym, że na tym polegają natręctwa. Myśl --> kompulsja (czynność) --> chwilowa ulga i tak w kółko Macieju. Błędne koło. Omawiałam to na pierwszych spotkaniach terapii. Wszystkie żale wylałam na facebookowej grupie wsparcia dla osób z OCD.  W komentarzu jedna dziewczyna się odezwała, stwierdzając, że miała wrażenie jakby czytała o sobie. Przegadałyśmy cały dzień. Opowiedziałam jej o całą historię swojej choroby, a ona swoją. Praktycznie co chwila któraś z nas pisała "Hej, u mnie też tak było!" Bo zgadzało się bardzo wiele rzeczy. Teoretycznie "obca" osoba lepiej rozumiała mój problem, ponieważ kiedyś sama go przeżyła. Daje to ogromne uczucie ulgi, że nie jestem sama z tym problemem, że nie zwariowałam. Naprawdę, grupy wsparcia dużo dają. Komuś może wydać się to dziwne, że łatwiej mi napisać tam niż porozmawiać z własną rodziną, ale chyba wiecie już o co mi chodzi.

Moi rodzice starają się mi pomóc, ale wkurza mnie, że są tacy, którzy takiego szczęścia nie mają. Przychodzą do rodzica z problemem, a zamiast propozycji np. konsultacji z lekarzem, dają ci złote rady w stylu: "Po prostu o tym nie myśl" albo "Po co zajmujesz się tymi głupotami?" (ten tekst irytuje mnie na maksa). Dużo się mówi o "bingo depresja". Może dałoby się też stworzyć wersję dla nerwicy natręctw? Bingo OCD? 😏


Dziękuję każdemu kto przeczytał moje wypociny i moim rodzicom, za to, że często nie jest łatwo, to próbują mi pomóc, jak tylko mogą. 💕



poniedziałek, 7 marca 2022

Sailor Moon Prototype

 Dajcie mnie ją, please!!😝 Sailor Moon wygląda świetnie w wersji prototype, szczególnie przez te różowe włosy. Zgaduję, że nie jest to oficjalny produkt, a szkoda.



Klub Winx: Enchantix w 3D

 Zabijcie mnie fani Clubu Winx, ale Enchantix w 3D jest super 💓😙 Skrzydła te są po prostu piękne! Zwykle jest tak, że postać przerabiana z 2D na 3D wypada gorzej, ale w przypadku filmu "Klub Winx: Tajemnica Zaginionego Królestwa" obie wersje są idealne. Podobają mi się też Polskie głosy w piosence przy przemianie.


Uważam też, że najlepsze lalki z tej przemiany pochodzą od Giochi Preziosi. Ich buźki są przeurocze. Jedyne, co bym zmieniła to skrzydła, bo wydają wydają się jakby były z papieru. Za to z twarzy każda lalka jest inna. Niestety żadnej z tych lalek nie mam, a szkoda, bo bardzo bym chciała. Nawet nie bardzo wiem gdzie je dostać. Wersje od Mattel są dla mnie zbyt.... Glamur. Co w sumie nic dziwnego, jeśli cała seria lalek od Mattel nazywa się Glam Magic Enchantix 😝 Pamiętam, że ich reklamę widziałam nawet w telewizji. 


Wykorzystali do niej piosenkę z openingu wersji amerykańskiej "We are the Winx" i potem byłam bardzo zdziwiona, że nie jest to oryginalna czołówka. Ale dla usprawiedliwienia dodam, że nie miałam kanału ZigZap na którym Winx były emitowane, więc serię znałam tylko z karteczek i gadżetów. Za to najgorsze moim zdaniem są lalki od Jakks Paciffic. Mam wrażenie, że nie zależnie od tego, którą postać weźmiemy, to każda ma identyczną twarz. Dla porównania zamieszczam Aisze Enchantix w każdej z trzech wersji. Co o tym myślicie? :)

Giochi Preziosi.


Jakks Pacific. Nie wiem, co napisać. Taka jakaś...nijaka.

Mattel. Skrzydła bajeczne, ale makijać jakoś za mocny.

Polecane posty

Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!

Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie pi...