Cześć wam. :) Przedstawiam wam Flapiego - małego kosmitę z możliwością podróży w czasie. Wykonałam ją mazaki i kredkami akwarelowymi Niestety użyłam za dużo wody i praca trochę się pomarszczyła, co niestety widać na skanie. T_T
Blog o wszystkim, co zechcę napisać...ale głównie o lalkach. Barbie. Winx. Sailor Moon. I rękodzieło! :) Opisuję także, jak wygląda życie z nerwicą natręctw.
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
niedziela, 29 kwietnia 2018
Zapowiedź
Cześć! Chciałabym zapowiedzieć, że mam zamiar poruszyć na swoim blogu sprawę związków z osobami z ZA. Wiem, że już poruszałam ją w ostatnim postach. Jednak gadać, że "Jak można krzywdzić Asy?!" nie wystarczy. W końcu ktoś może słusznie zapytać: "To co?! Można im pozwolić na wszystko?! Mamy się z nimi męczyć?!" Otóż nie! W kolejnym poście mam zamiar troszeczkę nasze Asy ochrzanić i podać jakieś rady, którą mogą być wartościowe w kontaktach "As vs reszta świata". Choć wiem, że nie jestem w tym specjalistką. Na razie jestem w fazie przygotowań. :) Trzymajcie się i zachęcam do komentowania, bo bardzo brakuje mi komentarzy na zachętę. :) Pa! Pa!
wtorek, 24 kwietnia 2018
O diagnozie Zespołu Aspergera.
Ostatnio przeczytałam o osobie, ktòra być może ma ZA, ale nie chce iść do psychologa, aby zacząć diagnozowanie. Problem był też o tyle duży, że to już partnerka tej osoby o to prosiła. To, co powiem może wyda się komuś dziwne. Nie rozumiem jednak czemu niektòrzy nie pòjdą do psychologa i udają, że nie ma problemu.. Przecież on nie ugryzie! :/ Z jakiegoś powodu ludzie wstydzą się chodzić do psychologa czy psychiatry. Tylko, że to lekarz (nie wiem czy psycholog też jest lekarzem ale załòżmy, że tak) jak każdy inny. Sama chodzę do psychologa od dziecka. Pewnie dlatego nie rozumiem tego lęku. Wracając do sprawy, ten Aspie nie chciał iść po pomoc i związek się rozpadł. Historię tą przeczytałam na pewnym forum, z perspektywy autorki. Oczywiście było dużo postòw robiących z nas potwory. Jednak w niektòrych przypadkach żal mi było tych partnerek (Zespòł Aspergera diagnozuje się głòwnie u chłopcòw), ktòre opowiadały o tym, że np. niektòrzy Aspie są zdolni nawet uderzyć. Jest to dla mnie bardzo przykre. Z resztą dla kogo nie jest? Uważa!, że nie można robić z nas potworòw. Jednak głaskanie i udawanie, że nie ma problemu też nie wchodzi w grę. To szkodzi nawet Asom. Trzeba otwarcie mòwić, co jest nie tak i że nie chcemy zwalić na niego swojej winy ale szukamy jakiegoś wyjaśnienia problemu. Niektòre Asy mogą się też wstydzić powiedzieć o diagnozie. Nie chcą być odrzuceni, wyśmiani czy specjalnie traktowani bo są "chorzy". Trzeba mieć to na uwadze. Aczkolwiek nakłaniam do otwartego mòwienia o posiadanej LEKARSKIEJ diagnosie ZEspołu Aspergera. To dużo da osobie neurotypowej (bez ZA). Przedewszystkim dowie się z czym As może mieć problem i co robić a czego nie. Tylko, że do takiej diagnozy potrzebny jest psycholog lub psychiatra. Diagnoza przez Internet to głupota.
Urodziny.
Komentarz od autorki: Podjęłam się wyzwania napisania opowiadania bez dialogu. Miało ono swoje "odleżyny", ale jeszcze go nie poprawiłam. Dopiero dziś do niego zajrzę.
***
Róża zeszła po schodach na dół. Zegarek pokazywał ósmą piętnaście. Jej męża nie było już w domu. On zawsze wcześnie wychodził do pracy.
Tym razem zdziwiło ją, że schodząc po schodach czuła na nogach lekki powiew wiatru. Rozejrzała się wokół siebie. Zauważyła, że drzwi wyjściowe są otwarte. Zaniepokoiło ją to. Wyjrzała na zewnątrz. Wokół nikogo nie było. Za płotem ludzie, jak zwykle gdzieś się spieszyli. Na podjeździe nie stał żaden podejrzany pojazd. Odetchnęła z ulgą. Pomyślała sobie, że pewnie jej mąż zapomniał zamknąć drzwi przed wyjściem. Jednakże wcześniej nigdy mu się to nie zdarzało. Spojrzała na brzoskwiniową futrynę i zauważyła, że jej mąż zapomniał nawet zabrać wiszącego obok niej klucza od domu.
Uśmiechnęła się na myśl o tym. Z jakiegoś powodu wydawało jej się to urocze. Jej mąż, Ernest, zawsze czegoś musiał zapomnieć. Nie mogła nawet zliczyć ile to razy przynosiła mu śniadanie. A on i ta nie mógł zapamiętać o tej jednej prostej rzeczy.
Zamknęła drzwi od domu i podeszła do stojącego na środku okrągłego drewnianego stołu. Tym razem na obrusie nie było już przygotowanych wcześniej kanapek. Przynajmniej nie tych, które ona mu zawsze przygotowywała. Znalazło się tam za to coś innego. Jako pierwsze w oczy rzucały się dwie koperty: różowa i biała. Obok nich stała mała elegancka torebeczka. W środku znajdowały się dwie, zawinięte w foliowy woreczek… bułki z serem i flakonik z perfumami. Wyłożyła wszystko na talerz. Następnie sięgnęła po różową kopertę. Bez trudu rozpoznała imitujące kaligrafię pismo, którym zapisano jej imię i koślawą róże ze strzałką podpisaną słowami: „Bardzo się starałem, ale nie jestem artystą ” Poczuła miłe ciepło na sercu. Zupełnie jakby jej mąż tutaj był. Otworzyła kopertę w środku znalazła równie artystyczne prace ich dwóch córek. Trzecią kartą okazał się list z życzeniami z okazji trzydziestych urodzin. Całość została napisana taką samą imitacją kaligrafii, jak podpis koperty. Na dole znalazła także przypis informujący o tym, że przy robieniu urodzinowego śniadania pomagały także ich dwie córki.
Nigdy nie pomyślałby nawet o śniadaniu jako o prezencie. Dla niej zawsze było to coś zwyczajnego na co nigdy nie zwracała uwagi. Aczkolwiek Ernest widział w tym pewną symbolikę dotyczącą faktu, że prawie każdego dnia przynosiła mu śniadanie do pracy. Bardzo chciał pokazać, że ceni to, co Róża dla niego robi. Właśnie dlatego wybrał taki prezent. Wesoła Róża wzięła wszystkie kartki i podeszła do lodówki. Znajdowała się ona koło okna pod którym umieszczono nie wielki zlew. Ich mieszkanie nie było zbyt duże. Kupili je dopiero nie dawno i nie potrzebowali wiele miejsca. W dodatku na wybór wpłynął też ograniczony budżet. Dlatego zdecydowali się na mniejsze cztery kąty.
Z dumą przylepiła magnesami wszystkie prezenty na lodówkę. Po prawej stronie umieściła pracę starszej córki, Ani. Ania narysowała dla niej piękny bukiet kolorowych kwiatów. Były one tak wymyślne, że próżno było ich szukać na łące. Po prawej stronie powiesiła dzieło swojej młodszej córki Julki. Ona z kolei wybrała na temat pracy muzykę. Jej rysunek przedstawiał ogromną pięciolinię z niebiesko – czerwonymi nutami otaczającą postać uśmiechniętej kobiety. Na środku znalazł się list od Ernesta. Zrobiła krok w tył. Chwilę się przyglądała. W końcu poprawiła minimalnie ułożenie kartek.
Należała do osób, które bardzo zwracały uwagę na szczegóły. Nie raz wytykała mężowi różne detale takie, jak np. zły dobór kolorów. Wszystko musiało być perfekcyjnie dobrane i ułożone. Dbanie o estetykę (szczególnie w domu) uważała za swoją rozrywkę.
Po chwili zauważyła kolejny podejrzany nietypowy szczegół. W oknie obok zlewu stał dzban, którego jeszcze wczoraj tutaj nie było. Pomyślała sobie, że to pewnie Ernest go tam rano postawił. Nie wyjaśniało to jednak dlaczego wybrał akurat chryzantemy. Przecież wiedział, że jej ulubione kwiaty to róże.
Z delikatnym nie pokojem rozejrzała się wokół. Szukała innych dziwnych zmian. Jej wzrok padł w końcu na białą kopertę. Obejrzała ją dokładnie. W miejscu w którym powinien być adres nadawcy wpisano jedynie miejscowość. Cała reszta (znaczek i adres odbiorcy) się zgadzała. Nie mogła także rozpoznać autora po piśmie. Adres został napisany na komputerze. Otworzyła kopertę. Ze środka wyciągnęła kartkę A4 na której ktoś napisał tylko jedno zdanie: „Widzę cię.”
***
Późnym wieczorem wracała sama do domu z rozmowy o pracę. Przez ostatnie dwa dni dostała kilka pustych esemesów. Nie mówiła o tym Ernestowi. Po pierwsze nie chciała go martwić. Po drugie nie chciała znowu być tą naiwną „damą w opałach”. W jej rodzinie nigdy dobrze nie postrzegano takiej kobiety. Wszystkie jej siostry unikały tego, jak ognia. Zawsze starały się być samodzielne i silne. Jedynie ona była inna. Sprawiała wrażenie nieporadnej, ślicznej księżniczki z bajki i (ale tylko pozornie!) cichej myszki posłusznej mężowi. Na tym tle znacznie wyróżniała się od swoich sióstr.
Skręciła w uliczkę prowadzącą do parku. Na zewnątrz nikogo już nie było. Opustoszały park wyglądał w ciemności bardzo przerażająco. Po drugiej stronie znajdowały się budynki mieszkalne. Zapalone w oknach światła mówiły, że mieszkańcy tych domów jeszcze nie zasnęli. To dodawało jej otuchy. Cały czas czuła się obserwowana. Starała mieć się na baczności. Raz na jakiś czas rozglądała się wokół.
Nagle poczuła, jak ktoś mocno łapie ją za ramię. Zobaczyła za sobą nie wiele wyższego od siebie zamaskowanego człowieka. Szarpnęła się. Udało jej się uwolnić jedną rękę. Usłyszała za sobą ciche zaklniecie. Wisząca na ramieniu czerwona torebka zjechała jej do dłoni. Szybko ją chwyciła i z całej siły uderzyła w twarz napastnika. Od razu skierowała się do ucieczki. Niestety on odpowiedział jej solidnym uderzeniem w twarz. Zachwiała się. Torebka wypadła jej z dłoni. Wykorzystał tą chwilę. Pochwycił Różę. Najpierw zarzucił jej jakąś starą szmatę na głowę z dziurą jedynie do oddychania i obwiązał. Następnie przerzucił ją sobie przez ramię. Kobieta szukała wzrokiem jakieś pomocy. Aczkolwiek na nikogo nie mogła liczyć. Nie znajomy miał bardzo dziwny ostry zapach. Cebulowy. Nie mogła przypomnieć sobie nikogo kto mógłby tak pachnieć. Porywacz wsiadł z nią do stojącego nie daleko samochodu. Położył ją sobie na kolanach i związał jej ręce. Szybko odjechali. Wśród strzępków rozmowy usłyszała imię Ernesta i coś o długach. „Czyżby znowu…?!” – pomyślała przerażona. W dodatku jej towarzysz bez skrępowania przesuwał ręką po jej plecach. Ernest na początku miał drobny problem z długami. Była jednak przekonana, że ten problem jest już za nimi.
Po około pół godziny jazdy została wyprowadzona na zewnątrz. Szli w ciszy. W końcu się zatrzymali. Przez moment nic się nie działo. Róża starała się w wyczuć każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. W końcu zdjęli z jej oczu szmatę. Nie wiedziała o co chodzi. Stała w dużej Sali przygotowanej do jakiegoś przyjęcia. Przed nią stały dwa rzędy suto zastawionych stołów przykrytych białym obrusem. Nad nimi wisiały duże żyrandole. Zostały one przyozdobione balonami i wstęgami. Całość dekoracji utrzymano w barwach jesiennych. Ze zdziwieniem przyglądała się wszystkiemu. Nie tego spodziewała się podczas porwania… Nie. To zdecydowanie nie przypominało tego, co widziała w filmach. Wzrokiem szukała czegoś znajomego. Szybko zauważyła, że jej porywacze gdzieś zniknęli. Zrobiła krok na przód.
Nagle poczuła na ramieniu znajomy, ciepły dotyk. Ktoś uwiesił się na jej szyi a potem pocałował w policzek. Odwróciła się w jego stronę. Przed nią stał uśmiechnięty od ucha do ucha Ernest. Po chwili z ukrycia wyszła reszta gości. Wszyscy zaczęli śpiewać jej sto lat.
KONIEC
niedziela, 22 kwietnia 2018
"Maszyna do pisania!"
Książka "Maszyna do pisania" to na razie jedyna książka, którą kocham i nienawidzę jednocześnie. Serio. Łatwo się ją czyta. Jest tam wiele mądrych rad dotyczących pisania. Tylko, że ja bym chciała zrobić od razu. Ba! Najlepiej w jeden wieczór wysmarować światowy bestseller! A tak się nie da...Tu trzeba powolutku i cierpliwie. Jak już pisałam w ostatnim poście - mam słomiany zapał. Zdecydowanie. Kto wie? Może to przez tego Aspergera? Nie wiem. Mówiłem, że nie jestem specjalistą w tych sprawach. Nie mam "papierka" po skończonej psychologii czy psychiatrii, więc proszę brać na to poprawkę. Wydaje mi się jednak, że to nie jest "wina" ZA. Ci "normalni" też tak mają. Kiedyś marzyłam o napisaniu książki, prawdziwej powieści. Teraz co raz bardziej się nad tym zastanawiam nad tym. Mam pustkę w głowie. :| Nie wiem, jak ruszyć swoje cztery litery do...czegokolwiek (tak, wielki ze mnie leń).
środa, 18 kwietnia 2018
Aspie o niekonczeniu...
Nienawidzę czegoś nie kończyć a jednak i tak to robię. Znòw są dwie sprzeczności nie do pogodzenia. No ale tak jest. To mòj słomiany zapał. Chyba, że to tylko ja tak mam. W Internecie czytałam, że osoby z Zespołem Aspergera nienawidzą czegoś niekończyć. Jeśli czasem widzę niedokończoneobrazy, rysunki, opowiadania itp. to strasznie się irytuję. Coś w mojej głowie mòwi: "I widzisz?! I po co żeś to zaczynała?! Straciłaś tylko czas i pieniądze! Lepiej nic nie zaczynaj bo i tak nie skończysz!" Ten głos napędza moją frustrację. W dodatku cały czas mi przypomina: "No i pamiętaj, że MUSISZ pomòc mamie! Musisz robić wszystko i najlepiej!" W takich sytuacjach nie raz dostaję szału. Nie umiem ustalić priorytetòw. To dziwne, ale w takich momentach np. rysowanie jest dla mnie tak samo ważne, jak nauka na egzamin. Często wtedy mòwię innym, że "nie mam na nic czasu". Od nich słyszę wtedy: " Ale co ty masz takiego WAŻNEGO do zrobienia?" Nie lubię tego tekstu. Więc jeśli twòj Aspie mòwi ci, że "nie ma czasu", nie znaczy, że ma cię w dupie. Może mieć po prostu problem z priorytetami. Nasze są często inne i skończenie rysunku może być tak samo ważne, jak ugotowanie obiadu. Nie wszystkie Aspie muszą tak mieć ale mogą. Oczywiście jeśli się mylę, to mnie poprawcie. Oficjalnie nie mam wykształcenie z ZA ale mam diagnozę i interesuje się tym, więc cuś tam już wiem. ;) A na deser...rysunek! Nie jest mòj, nie wiem kto go nsmalował (jak znajdę autora to podam), ale jest ładny i pasuje do tematu. Pa! :)
wtorek, 17 kwietnia 2018
Coś o szydełkowaniu...
Witajcie! :) Dziś nie mam ochoty na pisanie o Zespole Aspergera. Postanowiłam powiedzieć swoje dwa słowa o szydełkowaniu. Nie wiem czy już o tym pisałam na tym blogu czy nie, ale swoją przgodę z robótkami ręcznymi zaczęłam z książki Anny Franek i Marzeny Riegel pod tytułem "Zabawki Szydełkowe". Znajduje się w niej kurs podstaw szydełkowania oraz dwanaście projektów do wykonania (pierwszym jaki zrobiłam była mała myszka! :) )Teraz nie korzystam z tej pozycji. Po prostu nie ciągnie mnie już do tych zabawek. Jednak uważam, że była ona dla mnie dobrym wstępem do nauki szydełkowania. Jedynym minusem okazał się fakt, że nie wytłumaczono tam czytania schematów. Nauczyłam się tego dopiero w internetowej szkoła szydełkowania. Serdecznie polecam. Teraz korzystam głównie z filmów internetowych.
niedziela, 15 kwietnia 2018
Mówmy o Zespole Aspergera.
Zazwyczaj, kiedy uczeń dowiaduje się, że ma Zespół Aspergera, rodzice i nauczyciele mówię mu, aby "się nie chwalił", bo będzie wyśmiewany przez klasę. Rozumiem to. Tylko, że uważam, że to takie samo nakręcające się błędne koło. Ludzie powinni uczyć się czym jest inność i dlaczego nie wolno jej wyśmiewać. Jak mają to robić, jak nikt z nimi na ten temat nie rozmawia? Uważam, że nauczyciele powinni innym uczniom wytłumaczyć dlaczego dany kolega zachowuje się tak a nie inaczej i czym jest Zespół Aspergera.
sobota, 14 kwietnia 2018
Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!
Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie piszą na temat swoich związków tymi osobami. Jest to, moim zdaniem, bardzo krzywdzące. Większość osób (najczęściej kobiet, ponieważ częściej ZA diagnozuje się u mężczyzn) pisze tylko, jaka to tragedia i jak te osoby z ZA są złe i je krzywdzą. To fakt. Życie z nami nie jest łatwe. Ba! Powiedziałaby nawet, że jest bardzo trudne dla osób "normalnych".
1. Najczęściej autorzy takich komentarzy zwracają uwagę między innymi na to, że osoby z ZA lubię mieć ułożony plan i dostają szału, jak go nie zrealizują. Może trochę będę generalizować, ale to prawda. Ja np. dostaję strasznego szału, jak mi nie wyjdzie jakiś plan, jak nie zmieszczę się w czasie itp., itd., albo, jak się ten plan zmieni... Wyobrażam sobie często, jak może się czuć osoba obok, która nie rozumie "po co robię taką aferę np. o to, że muszę coś jeszcze zrobić, co nie było zaplanowane". Po co robię? Tak naprawdę sama nie wiem. Często jest to po prostu silniejsze ode mnie. Oczywiście można też powiedzieć, że każdy się denerwuje, jak mu coś nie wyjdzie. Tylko, że u mnie jest to jakby dużo większe zdenerwowanie. Najgorsze w tym jest to, że po prostu nie umiem na tym zdenerwowaniem zapanować. Bardzo możliwe, że inne osoby z Zespołem Aspergera mają tak samo. Po prostu AŻ DO PRZESADY lubimy mieć wszystko poukładane (przypomnę też, że ma to swoje plusy :) ).
2. Ludzie z tym zaburzeniem izolują się społecznie?
Nie zawsze. Często chcemy mieć przyjaciół i jesteśmy bardzo towarzyscy, a że trochę inni to też inna sprawa. Ja np. od zawsze lubiłam być sama, ale od jakiegoś czasu też ciągle mówię, że boję się, że zostanę sama. Dziwne, prawda? Lubię być sama, ale się tego boję. Dla mnie to też jest ciężkie do pojęcia. Po prostu obie te rzeczy mają swoją plusy i minusy: samotność nie wymaga dostosowania się do innych ludzi, ale jak potrzebujesz pomocy czy chociaż po prostu np. gdzieś wyjść to nie masz się do kogo zwrócić, z drugiej zaś strony jak są ludzie obok to można dobrze spędzić czas, mieć nowe doświadczenia itp., ale nie raz to ktoś będzie potrzebował pomocy od ciebie, nie raz będzie trzeba z kimś wyjść nawet, jak się nie chce, nie raz trzeba się odpowiednio zachować i umieć trzymać nerwy na wodzy (np. w sytuacji, kiedy się zmieni plan, jak w punkcie pierwszym), aby przez przypadek kogoś nie urazić, ta druga osoba też może powiedzieć coś bolesnego itp. Nie wiem, jak inni, ale ja nie lubię ranić ludzi. Jednak nie zawsze mi to wychodzi.
Dlaczego też wolę być sama? Nie rzadko obecność innych osób mnie krępuje i np. nie umiem oglądać filmu na youtube.pl, kiedy ktoś siedzi obok w moim pokoju. Ciągle się wtedy zastanawiam o czym rozmawiać nawet jeśli ta osoba tylko chwilę na coś czeka (bo przecież takie "zostawienie" kogoś jest niegrzeczne). Generalnie to po prostu czekam aż ta osoba opuści mój i rzadko się zdarza, że sama ją o to poproszę (a jeżeli już, to czasem czuję się z tym źle).
Wielu Aspie może też patrzeć na ludzi przedmiotowo i jest to też mój problem. Po prostu inaczej nie umiem, chyba nawet nigdy nie umiałam i praktycznie każdego dnia zastanawiam się, jak to zmienić. Źle mi z tym, bo to też rani innych ludzi a ja tego nie chcę. Od czasu do czasu mam wrażenie, że patrzę na korzyści jakie mam z danej relacji i po prostu nie umiem kochać. Inni ludzie są dla mnie bardziej towarzyszami np. do wycieczek, albo nauczycielami itp. Wydaje mi się nawet, że bardziej się związałam z postaciami z moich ulubionych anime! Pamiętam, że niedawno przeżywałam swoją żałobę po Nanami Momozono (z mangi: "Jak zostałam bóstwem?!) bo dowiedziałam się, że w pewnym momencie mangi ona umrze. (z góry przepraszam za spojler) Sprawdzałam po kilka razy czy to prawda i czy ona jakoś wróci do życia i dopiero pod koniec dnia, jak już wiedziałam na 100%, że będzie zakończenie "i żyli długo i szczęśliwie" cała żałoba mi przeszła. Przeżywałam to tak, jakby umarł mi ktoś bliski i to z tych "prawdziwych" bliskich! :( A wstrzymanie druku "Jak zostałam bóstwem?!" też było dla mnie małą tragedią... :( Niestety jeszcze nie wpadłam na pomysł, jak zrobić, aby nie traktować ludzi przedmiotowo. Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda...
3. Osoby z ZA są nadwrażliwe? Nie zawsze, niektóre są nie dowrażliwe. Ja jednak jestem nadwrażliwa na dotyk. Często nawet, jak już wiem, że ktoś chce mnie dotknąć, to uciekam! :( Nie lubię być dotykana po prostu. Przeszkadza mi to. Tutaj będzie pewnie problem w bliższych kontaktach damsko - męskich. Jednak nie mam jeszcze w tych sprawach żadnego doświadczenia. Na nadwrażliwość się nic nie poradzi... Chyba, że o czymś nie wiem.
Co chciałabym teraz powiedzieć osobom w związku z osobami z Zespołem Aspergera? Chciałabym powiedzieć, że czasem warto się postawić na miejscu osoby, która być może kiedyś będzie to czytać. Rozumiem, że pewnie piszecie to dla, aby przestrzec innych przed wchodzeniem w takie związki. Ok. To się chwali. Tylko, co wtedy, kiedy taki wpis przeczyta osoba posiadająca ten syndrom? Jak ona może się poczuć po przeczytaniu komentarza: "Uciekaj od takiej osoby! Ona cię zniszczy!"? Ja się nie czułam po tym dobrze. Czułam się, jak ktoś gorszy. Inne osoby też mogą się tak czuć. Jak już mówiłam, rozumiem, że życie z nami nie jest łatwe, jest nawet bardzo trudne, ale, proszę, nie róbcie z nas jakiś potworów. Miejcie trochę zrozumienia, szczególnie, kiedy macie potwierdzoną diagnozę od psychiatry, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy i pewnych rzeczy się nie zmieni. Z pewnymi rzeczami trzeba albo nauczyć się żyć, albo podziękować tej drugiej osobie. Jeśli się związek rozpada to osoba z ZA na bank nie jest bez winy, ale nie jest to TYLKO JEJ wina. Przytoczyłabym taki dobry i pozytywny przykład komentarza gdzie autorka pisze, jak wygląda życie z taką osobą i jednocześnie rozumie,że ta druga strona też cierpi. Niestety nie mogę go znaleźć.
Od razu mówię też, że nie jestem jakimś specjalistą z tej dziedziny. Wszystko jest na podstawie własnych obserwacji, odczuć i przemyśleń. Jeśli ktoś uważa, że się mylę, to proszę mi to powiedzieć. Zachęcam także, aby poczytać na temat Zespołu Aspergera. Polecam dwa blogi: Asperger i życie z Zespołem Aspergera oraz Koci świat a także kanał na youtube.pl Psychologia ZA (prowadzi go ten sam człowiek, co pierwszy blog).
1. Najczęściej autorzy takich komentarzy zwracają uwagę między innymi na to, że osoby z ZA lubię mieć ułożony plan i dostają szału, jak go nie zrealizują. Może trochę będę generalizować, ale to prawda. Ja np. dostaję strasznego szału, jak mi nie wyjdzie jakiś plan, jak nie zmieszczę się w czasie itp., itd., albo, jak się ten plan zmieni... Wyobrażam sobie często, jak może się czuć osoba obok, która nie rozumie "po co robię taką aferę np. o to, że muszę coś jeszcze zrobić, co nie było zaplanowane". Po co robię? Tak naprawdę sama nie wiem. Często jest to po prostu silniejsze ode mnie. Oczywiście można też powiedzieć, że każdy się denerwuje, jak mu coś nie wyjdzie. Tylko, że u mnie jest to jakby dużo większe zdenerwowanie. Najgorsze w tym jest to, że po prostu nie umiem na tym zdenerwowaniem zapanować. Bardzo możliwe, że inne osoby z Zespołem Aspergera mają tak samo. Po prostu AŻ DO PRZESADY lubimy mieć wszystko poukładane (przypomnę też, że ma to swoje plusy :) ).
2. Ludzie z tym zaburzeniem izolują się społecznie?
Nie zawsze. Często chcemy mieć przyjaciół i jesteśmy bardzo towarzyscy, a że trochę inni to też inna sprawa. Ja np. od zawsze lubiłam być sama, ale od jakiegoś czasu też ciągle mówię, że boję się, że zostanę sama. Dziwne, prawda? Lubię być sama, ale się tego boję. Dla mnie to też jest ciężkie do pojęcia. Po prostu obie te rzeczy mają swoją plusy i minusy: samotność nie wymaga dostosowania się do innych ludzi, ale jak potrzebujesz pomocy czy chociaż po prostu np. gdzieś wyjść to nie masz się do kogo zwrócić, z drugiej zaś strony jak są ludzie obok to można dobrze spędzić czas, mieć nowe doświadczenia itp., ale nie raz to ktoś będzie potrzebował pomocy od ciebie, nie raz będzie trzeba z kimś wyjść nawet, jak się nie chce, nie raz trzeba się odpowiednio zachować i umieć trzymać nerwy na wodzy (np. w sytuacji, kiedy się zmieni plan, jak w punkcie pierwszym), aby przez przypadek kogoś nie urazić, ta druga osoba też może powiedzieć coś bolesnego itp. Nie wiem, jak inni, ale ja nie lubię ranić ludzi. Jednak nie zawsze mi to wychodzi.
Dlaczego też wolę być sama? Nie rzadko obecność innych osób mnie krępuje i np. nie umiem oglądać filmu na youtube.pl, kiedy ktoś siedzi obok w moim pokoju. Ciągle się wtedy zastanawiam o czym rozmawiać nawet jeśli ta osoba tylko chwilę na coś czeka (bo przecież takie "zostawienie" kogoś jest niegrzeczne). Generalnie to po prostu czekam aż ta osoba opuści mój i rzadko się zdarza, że sama ją o to poproszę (a jeżeli już, to czasem czuję się z tym źle).
Wielu Aspie może też patrzeć na ludzi przedmiotowo i jest to też mój problem. Po prostu inaczej nie umiem, chyba nawet nigdy nie umiałam i praktycznie każdego dnia zastanawiam się, jak to zmienić. Źle mi z tym, bo to też rani innych ludzi a ja tego nie chcę. Od czasu do czasu mam wrażenie, że patrzę na korzyści jakie mam z danej relacji i po prostu nie umiem kochać. Inni ludzie są dla mnie bardziej towarzyszami np. do wycieczek, albo nauczycielami itp. Wydaje mi się nawet, że bardziej się związałam z postaciami z moich ulubionych anime! Pamiętam, że niedawno przeżywałam swoją żałobę po Nanami Momozono (z mangi: "Jak zostałam bóstwem?!) bo dowiedziałam się, że w pewnym momencie mangi ona umrze. (z góry przepraszam za spojler) Sprawdzałam po kilka razy czy to prawda i czy ona jakoś wróci do życia i dopiero pod koniec dnia, jak już wiedziałam na 100%, że będzie zakończenie "i żyli długo i szczęśliwie" cała żałoba mi przeszła. Przeżywałam to tak, jakby umarł mi ktoś bliski i to z tych "prawdziwych" bliskich! :( A wstrzymanie druku "Jak zostałam bóstwem?!" też było dla mnie małą tragedią... :( Niestety jeszcze nie wpadłam na pomysł, jak zrobić, aby nie traktować ludzi przedmiotowo. Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda...
3. Osoby z ZA są nadwrażliwe? Nie zawsze, niektóre są nie dowrażliwe. Ja jednak jestem nadwrażliwa na dotyk. Często nawet, jak już wiem, że ktoś chce mnie dotknąć, to uciekam! :( Nie lubię być dotykana po prostu. Przeszkadza mi to. Tutaj będzie pewnie problem w bliższych kontaktach damsko - męskich. Jednak nie mam jeszcze w tych sprawach żadnego doświadczenia. Na nadwrażliwość się nic nie poradzi... Chyba, że o czymś nie wiem.
Co chciałabym teraz powiedzieć osobom w związku z osobami z Zespołem Aspergera? Chciałabym powiedzieć, że czasem warto się postawić na miejscu osoby, która być może kiedyś będzie to czytać. Rozumiem, że pewnie piszecie to dla, aby przestrzec innych przed wchodzeniem w takie związki. Ok. To się chwali. Tylko, co wtedy, kiedy taki wpis przeczyta osoba posiadająca ten syndrom? Jak ona może się poczuć po przeczytaniu komentarza: "Uciekaj od takiej osoby! Ona cię zniszczy!"? Ja się nie czułam po tym dobrze. Czułam się, jak ktoś gorszy. Inne osoby też mogą się tak czuć. Jak już mówiłam, rozumiem, że życie z nami nie jest łatwe, jest nawet bardzo trudne, ale, proszę, nie róbcie z nas jakiś potworów. Miejcie trochę zrozumienia, szczególnie, kiedy macie potwierdzoną diagnozę od psychiatry, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy i pewnych rzeczy się nie zmieni. Z pewnymi rzeczami trzeba albo nauczyć się żyć, albo podziękować tej drugiej osobie. Jeśli się związek rozpada to osoba z ZA na bank nie jest bez winy, ale nie jest to TYLKO JEJ wina. Przytoczyłabym taki dobry i pozytywny przykład komentarza gdzie autorka pisze, jak wygląda życie z taką osobą i jednocześnie rozumie,że ta druga strona też cierpi. Niestety nie mogę go znaleźć.
Od razu mówię też, że nie jestem jakimś specjalistą z tej dziedziny. Wszystko jest na podstawie własnych obserwacji, odczuć i przemyśleń. Jeśli ktoś uważa, że się mylę, to proszę mi to powiedzieć. Zachęcam także, aby poczytać na temat Zespołu Aspergera. Polecam dwa blogi: Asperger i życie z Zespołem Aspergera oraz Koci świat a także kanał na youtube.pl Psychologia ZA (prowadzi go ten sam człowiek, co pierwszy blog).
czwartek, 12 kwietnia 2018
Jak zrobić najprostszą stronę internetową?
Cześć! Dzisiaj wam pokażę, jak zrobić stronę internetową. Taką bardzo prostą, ponieważ nie jestem najlepsza z informatyki i sama się tego uczę. Myślę jednak, że dla osoby, która chce zacząć lub ma to na zadanie domowe z informatyki, to powinno wystarczyć. Od czego zaczynamy? Od edytora tekstowa. Kiedyś używałam zwykłego notatnika. Teraz jednak polecam notatnik notepad++ . :) Ja teraz zrobię stronkę na temat anime. Od czego zaczynamy? Od ram dokumentu. Można je skopiować ze strony: kurs html .
Wypełniamy je zgodnie z polecaniami np. w miejscu: "Tu wpis tytuł strony" wpisujemy tytuł strony. Od razu mówię, że warto też wszystkie pliki (obrazki, muzykę, odnośniki itp.) trzymać w jednym folderze. To ułatwia sprawę, kiedy będziemy je dodawać do strony. Nie będzie trzeba podawać całego źródła pliku ale tylko nazwa i rozszerzenie. Naszą stronkę zapisujemy w formacie html (ja zapisałam jako kurs.html). Cała nasza stronka to plik tekstowy i tak wygląda w notatniku po dodaniu treści:
A tak wygląda po wyświetleniu w przeglądarce:
Jak widać, nie ma Polskich znaków. Co zrobić, aby były? Na górze sekcji head trzeba dopisać: <meta charset="utf-8"/> . Ważne też, aby ustawać "koduj UTF-8(bez BOM)" (w części "format").
Ta dam! Już są! :) Ustawiłam już także tło. W sekcji body wpisałam po prostu: bgcolor="yellow". Całość tego znacznika musi wyglądać tak: <body bgcolor="yellow"> .
Wygląda on tak. W części gdzie jest treść strony zmieniłam także rozmiar tekstu. Zrobiłam to za pomocą: <hn></hn>. W miejscu "n" wpisujemy odpowiednią liczbę od 1 - 6. Jedynka jest największa, a szóstka to najmniejsza czcionka. Oczywiście po środku <hn></hn> znajdzie się nasz tekst. Oto efekt:
A jak zrobić tło obrazkowe? To też jest bardzo proste! Robimy to tak, jak z kolorem. Różnica polega na tym, że zamiast "bgcolor" wpisujemy "background" i ścieżka do obrazka. Wygląda to tak: <body background="kwiaty.jpg"> .
Teraz dodamy tytuł i zmienimy kolor tekstu w następujący sposób:
Nad treścią strony napisałam: <h1>ANIME</h1> , ustawiając wielkość czcionki. Potem treść strony "otoczyłam" znacznikiem: <font color="(tu podałam nazwę koloru po angielsku - green)"></font> . Tekst jest pomiędzy tymi dziubkami. Efekt?
(Zapomniałam zrobić screena, jak to wygląda z tytułem. :( )
Teraz zrobimy tak zwane "pudełko", aby tekst był ładnie otoczony. :)
Jak to zrobić? Tak:
#pud
{
background: red;
width: 1000px;
heigth: 2000px;
margin-left: auto;
margin-right: auto;
}
</style>
<div id="pud">
<font color="white"><center><h1>ANIME</h1></center></font>
<font color="green"><h4>Anime (jap. アニメ?) – skrót słowny w języku japońskim, pochodzący od angielskiego słowa "animation", które jest wymawiane po japońsku animēshon. Oznacza ono film animowany, z tym że w Japonii terminem tym określa się wszystkie filmy i seriale animowane, bez względu na kraj ich pochodzenia. Natomiast poza Japonią słowo anime służy do określenia japońskich filmów animowanych oraz stylu japońskiej animacji[1]. Teoria o pochodzeniu terminu anime od francuskiego słowa animé (animowany) lub les dessins animés (animowane obrazy)[2] jest dyskusyjna[1]. Obie formy – pierwotna animēshon i skrócona anime – są używane przez Japończyków[3][4].</h4></font>
</div>
Wszystko znajduje się w sekcji body. Generalnie chodzi o to, że to co chcemy umieścić w "pudełku" otaczymy divami. Każdy z nich ma swoje oznaczenie (id). Cały div wygląda tak: <div id="pud"></div>.
Natomiast sekcja style służy do wystylizowania diva:
background - kolor diva;
width - szerokość (w pikselach);
height - wysokość (w pikselach);
margin - left - margines lewy (auto oznacza, że przeglądarka automatycznie dopasowuje margines)
margin-right - margines lewy;
Na końcu jest domknięty style: </style> .
Dodamy obrazek za pomocą następującego znacznika: <img src="ścieżka dostępu" alt="Tekst alternatywny" /> .
W miejscu "ścieżka dostępu" podajemy ścieżkę dostępu do obrazka. Ustalamy takze szerokość i wysokość:
<img src="ścieżka dostępu" alt="Tekst alternatywny" width="Xpx" height="Xpx"/> .Efekt?
UWAGA!! Pamiętajcie, aby domknąć znaczniki: html </html> , head </head> i body </body> .
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Polecane posty
Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!
Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie pi...
-
Na nią czekałam najbardziej. 💓 Rika chan od firmy Takara Tomy! 😙 Jest to tak japońska alternatywa dla Barbie. "Oficjalnie" Japo...
-
Ostatnio długo tu nie pisałam. Jakoś nie miałam na to ochoty. Dziś opowiem o jednej rzeczy, która bardzo mnie frustruje w moim ośrodku. Jest...













