środa, 19 kwietnia 2023

Moje gorzkie żale

Od poniedziałku mam dyżur a kuchni i za każdym razem wyciągałam brudne naczynia do zmywarki. Wiadomo, nie jest to sprzęt pierwszej nowości, a pieniędzy też brakuje. To mogę zrozumieć. Pani terapeutka wytłumaczyła mi, że to prawdopodobnie przez ściśnięte w środku naczynia. Pomyślałam sobie, że może tak być, bo talerzy jest dużo, zmywarka chodzi każdego dnia, a ja sama ich lepiej ułożyć nie umiem. Dziś jednak czara goryczy się przelała. Ktoś włożył brudne naczynia do szafki! Zobaczyłam, kiedy miałam wyciągnąć zastawę potrzebną do obiadu. Szlag mnie trafił. Oczywiście wszystkie zostawiłam je osobno do mycia, ale zaczęłam też dochodzić do tego kto zrobił. Uważam, że powinien się zająć tym ten kto je tam włożył. Dla przykładu: jeśli ja się w domu ostatnia kąpałam i zapomniałam powiesić dywanik, to do mnie mam przychodziła, abym to zrobiła. Gdybym zobaczyła, że naczynia po wyciągnięciu są brudne - od razu bym je umyła. Bo kto chce jeść z brudnych? Tak jestem uczona w domu. Jak najbardziej rozumiem, że stara zmywarka może nie domyć, ale zmywarka nie chowa talerzy do szafy!Oczywiście problem brudnych talerzy codziennie zgłaszałam do pani prowadzącej. Powiedziałam także koleżance, aby płukać wszystko przed załadowaniem. W odpowiedzi usłyszałam, że nie bo "tabletka umyje". Chciałam wytłumaczyć, że przecież zmywarka może się od tego zatkać.

Jednak w duchu czułam się, jak jęczałka, co chce wszystkimi zarządzać. Boję się też usłyszeć od kogoś, że się wymądrzam, a sama nic nie zrobiłam. Dla jasności: to nie jest tak, że nie chcę nic robić. Jeśli coś jest do zrobienia, albo dostanę jakieś zadanie, to robię to. Nawet sama się pytam (np. w piątek, jak przyjdę), co jest do zrobienia. Zawsze staram się wykonać swoje zajęcia najlepiej, jak umiem i najlepiej, jak pozwala mi na to obecny sprzęt. W domu też zajmuję się takimi sprawami bez większego problemu. 

Chciałabym jednak, aby inni też poważnie potraktowali to, co robią. Tym bardziej, że wbrew pozorom od tego zależy moja robota. Np. po kawie trzeba powycierać stoły, ale zawsze jest jakiś stolik na którym znajduję się mnóstwo okruszków. I siedzą przy nim osoby na tyle sprawne, że mogą to zrobić, ale wydaje mi się, że nikt ich nie nauczył. 

Podobnie jest z myciem podłogi. Najpierw ktoś musi ją zamieść, aby ktoś inny ją umył. Staram się unikać mycia z kilka prostych powodów: zawsze natrafiam na jakieś śmieci. Wiadomo, przy zamiataniu zawsze się coś ominie, szczególnie, że wokół chodzą inne osoby. Najlepiej byłoby odkurzać, ale to ciągnie prąd i zwiększa koszty. Jednak są takie miejsca gdzie ciężko nie zauważyć, że jest brudno, a mimo to ktoś je ominął. Zazwyczaj takie rzeczy robimy w dwie osoby. I często jest tak, że ta druga osoba potrafi zamieść w tym samym czasie, dwa razy taką powierzchnię, co ja. Zastanawiam się wtedy: "Jak on to zrobił?". Kolejnym problemem jaki mam z myciem podłogi, to sprzęt. Przede wszystkim mop jest bardzo niziutki i nie mam na tyle dużo siły, aby go dobrze wycisnąć. Jednak o sprzęt nie będę się czepia, bo to kwestia pieniędzy, których nie ma. Wiadomo, że gdybym ktoś sypnął solidnym groszem, to wiele rzeczy byśmy poprawili.


Pisząc to, myślę sobie o sprzątaniu w domu. Wiele rzecz też robię krócej niż moja mama, ale moim zdaniem - dokładnie. Jeśli coś zrobię źle, to ona mi to powie. Różnie z moją reakcją bywa, ale najczęściej staram się zapamiętać, co trzeba poprawić. Jeśli mama nauczy mnie coś robić w taki sposób, to w ośrodku też to tak robię. I w sumie to cieszę się, jak zwracam mi uwagę. Chociaż nie raz się denerwuję, że chyba ma jakiś super nadwrażliwy wzrok, bo widzi rzeczy, które ja widzę dopiero po bliższym przyjrzeniu, to wiem, że w domu jest porządek, a ja się uczę robić rzeczy dobrze. Czuję się, trochę, jak taka "mama" w ośrodku. Mam wrażenie, że wśród moich kolegów, to mi najbardziej zależy na czystości w ośrodku. Chciałabym nauczyć dlaczego tak ważne jest, aby sobie sprzątać, ale czuję się wtedy, jak taka jęczałka, co "nic nie robi, tylko rządzi innymi". Z resztą, czy to ja powinnam zwracać na to uwagę?



wtorek, 4 kwietnia 2023

Odwiedziny kolejnych księżniczek

Oczywiście Flora nie jest księżniczką (chociaż patrząc na to, ile absurdów wprowadza najnowszy sezon KLUBU WINX to kto wie), ale jak księżniczka wygląda. Najlepsze jest to, ze nie musiałam jej kupować, bo dostałam. Lalka jest wzorowana na Florze w przemianie Sirenix z ósmego sezonu WINX, który ma całkowicie inną kreską niż poprzednie sezony. Moim zdaniem nowy styl rysowania wygląda ona bardzo źle. Widać to po tym, że bohaterowie płci męskiej, którzy na początku wyglądali na 18 - 20 lat, teraz odmłodnieli niczym Krzysztof Ibisz i dałabym im maksymalnie lat 10. Uważam, że przez to twarz samej lalki też wygląda dość tanio. Przypomina mi trochę laleczki za 15 zł, które można dostać w Kik. Jednak to, co od razu przykuło moją uwagę to strój - neonowa zieleń. Kolor ten bardzo mi się spodobał. 💞 Nogi zabawki zginają się w kolanach i łokciach. W dodatku zgięcia w łokciach są niewidoczne. Niestety brakowało jej jednego skrzydła, więc je zdjęłam. 

Florcia obserwuje, jak piszę ten wpis 

Ale Vaiana (Moana) księżniczką już jest i to oficjalną Księżniczką Disneya. W tej wersji widzimy ją jako małą dziewczynkę. Otrzymałam ją od tej samej osoby, co Florę. Podobają mi się jej ogromne oczy i uśmiech. W dodatku lalka mówi i śpiewa. Niestety tylko w języku angielskim. 
 




niedziela, 2 kwietnia 2023

Dziś musimy mówić za niego!! *WCALE NIE!!*

Dziś drugi kwietnia, osiemnasta rocznica śmierci Jana Pawła 2. Z tej okazji w kościele mogliśmy wziąć gazetkę "Dobre Nowiny" z takim właśnie tytułem. (Jedynie *WCALE NIE* to mój dopisek). Nie było w tym nic dziwnego, to normalne, że w takim dniu przypomina się jego osobę. Ale! Nie dawno stacja TVN24 wyemitowała reportaż "Franciszkańska 3" który zadawał pytanie czy Jan Paweł 2 tuszował pedofilię. I się zaczęło. Obrona papieża przez wywieszanie przez trzymanie jego portretów w sejmie, emitowanie homilii w TVP i ogólnego obrażenie, że "jak można tak mówić, chcecie zniszczyć Polskę!" 😓Pomyślałam sobie wtedy, że to zachowanie grupki obrażonych przedszkolaków, a nie dorosłych ludzi. 

Biorąc dzisiejszą gazetę, miałam cichą nadzieję, że przeczytam coś innego niż toporną propagandę. Że dowiem się np. jaka była druga strona historii. Jednak gdy przeczytałam napisany grubymi literami, duży akapit o treści "Jeśli kilka różnych mediów w tym samym czasie atakuje jedną osobę za pomocą przygotowanych od dawna materiałów, to znaczy, że mamy do czynienia z wcześniej zaplanowaną i precyzyjnie zorganizowaną kampanią" ponownie trafił mnie szlag.  Nie byłam w stanie dalej czytać, ale poszukałam nagłówki, które by odnosiły się do archiwum kościelnych, ale nie znalazłam.  Akapit ten mogę streścić do słów: "To wszystko atak na kościół, my mamy rację. "  A gdzie spokojne przyjrzenie się prawdzie takiej jaka ona jest? Bez żadnego wybielania czy zabrudzania? Przecież zawsze słyszałam, że prawda sama się obroni, więc skąd teraz twierdzenie, że "musimy mówić za niego"? 

Panu Gutowskiemu zarzuca się, że swoją tezę oparł na ubeckich dokumentach. Ale czy gdyby powiedział, że chciałby zapoznać się z archiwum kurii krakowskiej, to dostałby do nich pełny dostęp bez żadnego problemu?


Kolejną czerwoną lampką było dla mnie podkreślanie, że TVN akompaniowały należące do "Niemieckich" właścicieli media takie, jak Neeswek. A moje pytanie brzmi: po co podkreślać, że to "niemieccy" właściciele? Nie wystarczyło napisać, że "Stacji TVN wtórowały takie media, jak np. Nesweek"? Niby drobny detal, ale dla mnie wygląda to tak jakby celem autora było antagonistyczne nastawienie czytelnika do drugiej strony. Na zasadzie: "Oni nie mogą mieć racji, bo są OBCY." Ale czy fakt, że Neeswek ma Niemieckich właścicieli sprawia, że nie piszą prawdy? No nie. 


Dla jasności: "Dobra nowina" nie piszę wprost, że "niemcy nie mają racji, bo nie to niemcy", ale wrogość czytelnika do mediów "niekatolickich"  już jest.

KOLEJNA UWAGA!!! Nie chcę tu mówić jaka jest prawda. Czy papież ukrywał pedofilię czy nie i ogólnie kto ma rację. Nie wiem tego. Reportażu nie oglądałam i pewnie też można mu wiele zarzucić. Mojej ocenie podlega za to zachowanie katolików, które po tym nastąpiło. Tych samych katolików, którzy podkreślają słowa Jezusa, że "Prawda nas wyzwoli". Tylko, że PRAWDA to również krytyczne spojrzenie na siebie samych, a także na postać JP2. Tymczasem wszelka krytyka czy zadawanie pytań jest uznawanie za "atak na kościół".


To, co chcę powiedzieć to to, że jako katolicy jesteśmy uczeni ślepego zaufania, nie zadawania pytań i bez krytycznego posłuszeństwa. Dlatego tak wiele młodzieży z kościoła nie odchodzi, a wręcz UCIEKA. A kościół się nadal zastanawia dlaczego... 

Kończąc, przeraża mnie, jak bardzo toporna jest ta "obrona" i fakt, że rzesza starszych osób nie ma możliwości zapoznania się z innymi źródłami niż TVP, TV Trwam czy pro katolickie gazetki. A nawet jeśli ma, to nie włączą ich, bo przecież "tam kłamią". W dodatku w szkołach nie uczy się, jak prawidłowo argumentować swoją wypowiedź i co to są obiektywne argumenty, a bardzo, bardzo tego brakuje. 


Polecane posty

Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!

Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie pi...