czwartek, 22 grudnia 2022

Czy spowiedź ma sens?

Spowiedź to coś, co od jakiegoś czasu mi ciąży. Z jednej strony nie wyobrażam sobie świąt bez spowiedzi. Z drugiej strony coraz częściej towarzyszy mi jedno tanie: jaki to ma sens? Nie uważam, że jestem bez grzechu. Wręcz przeciwnie, takich osób po prostu nie ma. Bardziej mnie zastanawia ile z tych grzechów to prawdziwe grzechy w Biblii. Sprawa kolejna: czy Biblia to rzeczywiście głos Boże czy raczej ludzi, którzy wtedy żyli? Jestem zdania, że w pierwszej kolejności powinniśmy brać pod uwagę naukę, która jest obiektywna i nie patrzy na cudze "uczucia religijne". Np. Biblia mówi, że praktyki homoseksualne to grzech. Rzeczywistość? Nie ma w tym nic dziwnego. I nie, nie jestem homoseksualna. To tylko przykład, który jako pierwszy przyszedł mi do głowy.


Ale rzeczą, która mnie głównie odpycha od kratek konfesjonału jest "mocne postanowienie poprawy". Żeby spowiedź była ważna, to trzeba je obiecać i żałować za grzechy. Nienawidzę tego mówić, bo najczęściej nie żałuję i w pewien sposób kłócę się sama ze sobą: chcę zachować nauki kościoła i jednocześnie żyć tak, jak uważam, że jest dobrze. Czyli "zjeść ciastko i mieć ciastko". Nie da się tak.


Mam wrażenie, że teraz plecę trzy po trzy, bez większego ładu i składu, ale jakoś nie mogę tego ubrać w słowa, aby było jasne o co mi konkretnie chodzi. Chciałabym się stosować do prostej zasady: albo w prawo, albo w lewo. Albo czarne, albo białe. Tylko, że nie zawsze jest to możliwe. Np. pornografia. Ok, zgodzę się, że w wielu aspektach jest ona szkodliwa, ale nie uważam, że trzeba ją zakazywać. Myślę, że każdy ma swoim życiu etapy, kiedy ją ogląda. Później idę mówić o tym w konfesjonale i zastanawiam się czy ksiądz u którego się spowiadam też tego nie robi. 


Nie wiem, mam nadzieję, że rozumiecie coś z tego, co napisałam. :D





czwartek, 15 grudnia 2022

Plusy i minusy bycia w ŚDS

 Plusów jest zdecydowanie więcej, ale chcę zacząć od minusów, żeby póóźniej zostało dobre wrażenie. Od razu też mówię, że nie wynika to ze złej woli podopiecznych, a tym bardziej pracowników.

1. Brak zajęć umysłowych. 

Ta rzecz doskwiera mi szczególnie. Wiele rzeczy, które dla moich kolegów są trudne, to dla mnie banał, który mogę zrobić z "zamkniętymi oczami" i nie muszę się zbyt wiele nad nimi zastanawiać. Mój problem polega na tym, że nie potrafię się wczuć w rolę osoby, która nie nie rozumie rzeczy dla mnie prostych. Doświadczam wtedy czegoś, co nazwałabym "spięciem mózgu". Po prostu nie mogę pojąć dlaczego koleżanka każdego dnia zapina się w samochodzie w nie swój pas. Niby wiem, że wynika to u niej z niepełnosprawności intelektualnej, ale dla mnie jest to nadal kwestia trudna do zrozumienia. 

 

2. Brak zaangażowania niektórych osób we wszystkie zajęcia. 

 

Z jednej strony wiem, że nie każdy jest w stanie wszystko zrobić. Jednak czasem zastanawiam się na ile to jest brak możliwości intelektualnych, a na ile zwykły brak potrzeby. No bo po co coś umieć, jeśli mama czy tata zrobią to za nas? To po części też rozumiem. Np. wiążemy buty dziecku, które robiłoby to długo, kiedy się spieszymy np. do przedszkola. Jednak w sytuacjach, kiedy się nie śpieszymy, moim zdaniem lepiej, aby ono robiło to samo. Na zasadzie: "umiesz sam zawiązać buty. Nie wyjdziemy do parku tak długo, jak tego nie zrobisz." Jestem zdania, że spora grupa osób u nas należy do tzw. "leniwych, ale zdolnych".

 

3. Niechęć do robienia nowych rzeczy.

 Wystarczy tylko zaproponować coś "trudnego" (czyt. po prostu innego), żeby usłyszeć "Po co...?", "Ja nie umiem..." itp. Prawda jest taka, że nikt niczego na początku nie umiał: mówić, chodzić, czytać itp., ale jakoś teraz to umiemy. :) Tym bardziej nie można oceniać jako "trudne" czegoś czego nigdy nie próbowaliśmy. 

wtorek, 13 grudnia 2022

Czuję się ciągle oceniana

Wszystkim radcom, którzy mówią "pracuj nad sobą", "wystarczy tylko chcięć", mówię: w dupie byłeś, gówno wiesz.  Bo radzić to łatwo, ale póki "mną" to tak, nic nie wiesz. Przepraszam, jak będę dla kogoś nie miła, ale nie zamierzam się cenzurować. Ostatnio czuję ogromną wściekłość, bo męczą mnie te "złote rady" i patrzenie na mnie, jak na Debila i Wariata, że nie umiem ich zastosować. Bo dla kogoś to "normalne", że umie się wykąpać w dziesięć minut. A ja jak usłyszałam, że jest to długo (po wykładzie, że dla mnie jest to dla mnie nie do osiągnięcia), to miałam takie "WHAT?! Przecież przed chwilą zrobiłam Ci wykład, że nie jest to dla mnie osiągalne, a ty nadal ode mnie tego wymagasz? Czyli masz w dupie to, co ci powiedziałam przed chwilą? Właśnie tak to poczułam. I tak, wiem, że woda i prąd kosztują. Mam tego pełną świadomość. I to aż nadto, bo potrafię spanikować, kiedy zapomnę z ośrodka mangi, która kosztowała nie całe trzydzieści złotych. Już to przeliczam ile godzin musiałabym pracować, żeby tyle zarobić. I teoretycznie mogę się wykąpać w dziesięć minut. Rzecz w tym, że wymaga to przeogromnego skupienia tylko i wyłącznie na jednej czynności, a ona jest ogromnie męczące i energożerne. Z resztą, kiedy leci na ciebie ciepła woda, to bardzo łatwo wejść w analizy różnych, fascynujących tematów. Kiedyś kąpałam się nawet godzinę i gdybym nie dorosła i nabrała większej świadomości, że woda i prąd drogo kosztują, to pewnie prędko by się to nie zmieniło.


Druga sprawa słowa niektórych moich kolegów z ośrodka. Im się może wydawać, że to niby nic, bo w sumie to nic złego nie robią, ale to naprawdę wkurwiające, kiedy słyszysz któryś raz, że "Ej! Dziś nie Mikołajki? Czemu nosisz czapeczkę?" Bo mogę i co? Jeszcze rozumiem, że się komuś nie podoba śpiewanie kolęd w październiku, ale czemu komuś przeszkadza Mikołajkowa czapeczka w Grudniu? Może z perspektywy tego kolegi (mam tu na myśli konkretną osobę) jest to zwykłe pytanie, ciekawość, normalna rozmowa, ale robi to codziennie, ale takim żucającym się tonem, że myślę sobie, co zrobiłam źle. A nie zrobiłam źle NIC. 


"Albo, Ej, ty masz dyżur w kuchni, czemu XXX musi robić wszystko "sam"?" Moje przekonanie o sobie: "Jestem leniwa, zwalam robotę na innych!" Kurde, zawsze po przyjściu pytam się pani czy jest coś do zrobienia i jak jest, to robię, a nie to nie. Nie potrzeba trzech osób do wycierania stołu czy pilnowania makaronu. Jest nawet powiedzenie: "gdzie kucharek sześć, tam nie ma, co jeść". Czasem udaje mi się odgryźć, ale to zwykle pogarsza sytuację. 


Musisz schudnąć. To akurat wynika z troski, więc po części nie mam o to pretensji, ale bardzo dobrze wiem, że muszę schudnąć. Rzecz w tym, że często zwyczajnie mam dość walki ze sobą, aby nie kupić czegoś słodkiego, a nie raz mam ochotę jakoś wynagrodzić sobie to, co mnie spotkało. Bardzo bym chciała schudnąć, ale to takie błędne goło biorące się z bycia ocenianym. 


Punkt kulminacyjny był w sobotę. Oglądam sobie filmik. o Sailor Moon na yt, piszę komentarze i jest normalnie. Jedna osoba pyta czy inne Sailorki mają dzieci. A ja piszę o tym na wątek na Sailorkowej grupie na fb.

W jednej z odpowiedzi otrzymuję komentarz od użytkowniczki M., że przecież jest krótka historyjka "parallel Sailor Moon"(alternatywne zakończenie) i już o tym mówiła na swoim kanale. Niby normalny komentarz, ale po starych dramach z nią (nie oszukujmy się, zaczynających się ode mnie) pomyślałam: "kurwa, znowu się zbłaźniłam i zaraz się do mnie doczepi o coś". I dopisałam, że chodziło o główny wątek. 


Wracamy na yt. W odpowiedzi na moją odpowiedź odezwała się jeszcze inna osoba. Napisała, że chyba jestem lekko upośledzona skoro tak analizuję jedno anime. Że jeszcze skopiowałam "cudze słowa" (nie, nie wkleiłam cudzego komentarza jako swój na fb, z resztą nikt nie ma monopolu na zadawanie jednego pytania) i że ona wyraża tylko "swoją opinię". Przypomniała też mój głupi post o menstruacji Sailor Moon. No świetna opinia. Stwierdzenia, że obca osoba z internetu musi być chyba upośledzona, żeby coś analizować.face palm... 

Jako, że ta osoba pewnie znała mnie z sailorkowych grup na fb, to zrobiłam screena tego komentarza i wrzuciłam posta. Napisałam, że tak pisałam różne durne posty i jednego szczególnie żałuje (był nie do końca przemyślany), ale to nie powód, aby mnie obrażać. Że teraz już staram się dokładnie je przemyśleć i nie postuje już tak często, jak kiedyś. I najważniejsze: że moja tendencja do rozbierania wszystkiego na części pierwsze wynika poniekąd z bycia w SPEKTRUM AUTYZMU. Część komentujących zrozumiała przekaz i większość komentarzy było w stylu: "tak, pisałaś różne głupoty, ale to nie powód, aby cię obrażać", ale przyszła znów użytkowniczka M. ze słowami "sama jesteś sobie winna i to od dawna. Błagam, nie spam mi pod filmami, bo algorytm zaczyna brać cię za bota". Najpierw pomyślałam tak: "czyli siedzę pod i wypisuje mase komentarzy pod WSZYSTKIMI twoimi filmami? To nie prawda". Dopiero później zrozumiałam, że pewnie miała na myśli tą dyskusję z autorem zamieszczonego na grupie komentarza. Starałam się tam bronić. Plus była tam inna osoba, która nie wiedziała o co chodzi i myślała, że to wszystko do niej. Tłumaczyłam jej, że nie. 


Część osób na fb odpowiedziało użytkowniczce M., że mimo wszystko to ja tu jestem ofiarą. Przeczytałam od niej, że "chyba nie znasz wszystkich dram z NIĄ (ze mną) związanych plus, że ma syna w spektrum i za to "zasłanianie się" autyzmem ma ochotę mnie trzasnąć". 


I ten komentarz zabolał mnie najbardziej. Bo co to znaczy "zasłaniać się autyzmem"? Nie robiłam tego tak, jak to często robią niektórzy influancerzy, którzy na wszelkie zarzuty wyciągają kartę pułapkę pod tytułem "depresja" i uważają, że są przez to nietykalni. Albo, że skoro jestem "chora" (nie, autyzm to nie choroba) to wszystko mi wolno. Chciałam jedynie zaznaczyć, z czego wynikają moje dziwne zachowania i że wiele wypowiedzi mogę nad interpretować, albo odbierać mega DOSŁOWNIE. Przykład jest powyżej, ten spam pod "filmami" gdzie tak naprawdę był tylko pod jednym. Naprawdę, jeśli zrobię coś źle, to chcę, aby ktoś mi to na spokojnie wytłumaczył dlaczego to jest złe, a nie zakładał, że przecież to oczywiste. 


I teraz NAJWAŻNIEJSZE!! Autyzm to nie choroba. Nie da się go wyleczyć. Można jedynie nauczyć się z nim żyć. Autystami jesteśmy zawsze, wiele zachowań z tego wynika. Teksty typu: "nie etykietuj się" czy "nie zasłaniaj się autyzmem" są głupie i nic nie wnoszą. To inny sposób rozwoju., więc czy tego chcemy czy nie - wielu zachowań NIE DA się wyeliminować. Niektóre autystyczne kobiety uczą się je maskować, ale wymaga to ogromnego skupienia i energii. Uważam, że póki nikomu nie robimy krzywdy, mam prawo być sobą ze wszystkimi dziwactwami. Chodzę na terapię, ale niektórych rzeczy się nie zmieni choćbyśmy nie wiem, co zrobili. Tak samo, jak osobie z amputowanym nogą ona nie odrośnie, ile by nad tym ona nie pracowała.

sobota, 3 grudnia 2022

Cecha, której nie lubię u starszych osób

Ten post może być trochę kontrowersyjny, ale dość, co od dawna chodzi mi po głowie. Nie dotyczy się to też każdego i nie chcę też nikogo obrażać. Na pewno wiele razy słyszeliście od kogoś starszego jaka to zła jest dzisiaj młodzież. I nie będę oszukiwać, że jest święta.  Swoje za uszami mamy, ale tutaj chcę ponarzekać na pokolenie naszych dziadków. 

Nie podoba mi się, kiedy słyszę, że starsi traktują swoje przekonania niczym "prawdy objawione", a ich jedyny argument to "kiedyś tak było i wszyscy żylismy" albo "a ja w dupsko od ojca dostałem i wyrosłem na "porządnego" człowieka, a teraz ta młodzież jest taka i taka..."

Niestety, ale w dobie, kiedy mamy szeroki dostęp do informacji i wiedzy z zakresu psychologii, to nie przejdzie. Bardzo dużo się mówi, że słowa "Nie chcesz zjeść zupki? Babci będzie przykro!" to zwyczajny szantaż emocjonalny opakowany w zdrobnienia. W ten sposób wpycha się dziecko w poczucie winy. Nie słuszne, bo po pierwsze każdemu ma prawo coś nie smakować. Po drugie kto lepiej wie czy dziecko jest najedzone czy nie niż ono samo? Wpychanie jedzenia na siłę to głupi pomysł.

Mimo to, nadal są dziadkowie, którzy uważają, że to świetne metody wychowawcze, a teraz to psychologia świat na głowie postawiła...

"Pan policjant cię zabierze!" Przecież policjant ma pomagać. Jeżeli dziecku dzieje się krzywda, to jak najbardziej powinno poprosić go o pomoc. Takie straszenie sprawi, że w sytuacji np. zgubienia się może się bać podejść i powiedzieć o tym. A zabranie dziecka z patologicznego domu gdzie jest przemoc może mu uratować życie.


Mój ulubiony temat w tej kwestii to nie chodzenie do kościoła. Pewnie każda zna stereotyp "moherowej babci", która ubolewa, że jej syn czy wnuk nie chodzi do kościoła. Tylko, że jak ją zapytasz np. o pedofilię wśród księży, to pewnie w odpowiedzi usłyszysz, że to "złe media atakują kościół i że tam zdarzają się grzesznicy". I tyle. Wbrew temu, co można usłyszeć od niektórych księży, to nie jest tak, że ludzie odchodzą od kościoła, bo np. nie czytają Biblii. Wręcz przeciwnie, im więcej się z nią zapoznają, tym bardziej dostrzegają rozbieżności między jej treścią, a tym, co robi kościół. A ile jest osób, które chodzą na mszę w każdą niedzielę, ale bardziej niż ewangelię, pamiętają, jak ubrała się sąsiadka z ławki obok?


Czasami chciałabym, żeby jakiś ksiądz zaczął odpytywać wiernych z wiedzy  o religii. Coś, jak robił ks. Robert z "Rancza", tylko z szacunkiem do ludzi. W końcu nie chodzi o to, aby bali się iść do kościoła, a o uświadomienie czego nie wiedzą, a jako osoby rzekomo wierzące i chcące pouczać wszystkich wokół - powinny. 



Niestety z jakiegoś powodu nadal wytłumaczenie tego niektórym dziadkom czy babciom jest nie możliwe. Tak, jak pisałam wyżej. Chciałam jedynie ponarzekać na starsze pokolenie, ale to nie znaczy, że jest ono całe złe. Młodzież też nie jest tylko zła. :)

Polecane posty

Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!

Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie pi...