W gimnazjum przed każdą wywiadówką było zebranie z rodzicami na dużej sali. Poruszało się tam rzeczy, które dotyczyły całej szkoły i mało kogo one interesowały. Większość rodziców opuszczała tą część. Problem był taki, że z tego, co pamiętam, to nie raz miały miejsce także prelekcje psychologów, którzy mówili na temat problemów związanych z młodzieżą w tym np. internetem. Szkopuł polegał na tym, że większości rodzicom (a przynajmniej takie odnoszę teraz wrażenie) wydawało się, że ich wiedza w tych tematach jest wystarczająca. W końcu sami internetu używają, też byli młodzi i "wiedzą, jak to jest", a poza tym "ich dziecko nie zajmuje się takimi głupotami". Fakt, że na takich spotkania zdarza się demonizowanie tego medium, ale to już inna kwestia.
No właśnie. Zacznę od zadania pytania, co znaczy: używać internetu? Jest różnica między osobą, która korzysta z niego tylko służbowo, a nawet sama nie ma konta na facebooku, a dzieciakiem dla którego sprawdzanie powiadomień w komórce i przeglądania instagrama w ciągu dnia to coś oczywistego. Technicznie obie te sytuacje można nazwać "korzystaniem z internetu", ale co się stanie, kiedy go zabraknie? W przypadku pierwszym nie stanowiło by to problemu. Oczywiście byłaby to nie wygoda, ale nie ktoś kto zna życie bez komórki i komputera, łatwo się przestawi. Dla współczesnego dziecka może to być czymś nie wyobrażalnym. Porównałabym to do sytuacji, kiedy nagle musimy żyć bez prądu i możliwości jego odzyskania. Nie da się.
Irytuje mnie, że tak łatwo wyśmiewamy (jako ludzie) brak internetu. Najgorsze jest typowe boomerstwo (jak ktoś nie wie kto to boomer, to niech sobie sprawdzi :) ): "Eh, jak ja byłem młody, to nie mieliśmy fAcEbUkA i żyliśmy, a teraz ta młodzież to bez internetu sobie gaci nie wypierze". Oczywiście nie chcę tu bagatelizować problemu uzależnienia od internetu, broń Boże. :) Wiem, że obecnie to poważny problem. Absolutnie nie jest też zwolenniczką dawania telefonu kilku latkom dla tzw. "świętego spokoju". To głupota i jak widzę takie dzieci, to jestem przerażona. Jednak czego byśmy nie zrobili: obecne życie co raz bardziej jest online.
Nie wiem, jak do końca dobrze powiedzieć, aby każdy zrozumiał, co chodzi. Mam na myśli unieważnienie świata dziecka. Demonizowanie go. Jeśli wszyscy w klasie mają komórkę, oglądają youtuba i rozmawiają o tym, co się dzieje w sieci, a jeden uczeń nie wie o co chodzi, to czuje się wyobcowany, odizolowany. Narzekanie na złą młodzież nic tu nie da. Później, jak jest jakiś problem związany ze społecznością internetową (a trochę ich jest), to ciężko pójść i porozmawiać o tym z osobą, która się na nim nie zna.
Kolejny aspekt, który mnie irytuje dotyczy tego, że dorośli nawet jeśli mają konto na fb, starają się nie demonizować tego medium, rozmawiać z nastolatkami o zagrożeniach, to myślą, że ta wiedza im wystarczy. Nie mówię, żeby zakładać od razu konto na TikToku i odstawiać jakieś głupie tańce, ale ważne, aby wiedzieć, że taka apka istnieje i co się na niej znajduje. Wbrew pozorom, wiele portali społecznościowych się różni od siebie.
Facebook to miejsce raczej ugrzecznione, co sama platforma bardzo pilnuje. Nie raz słyszałam, że pracodawca sprawdza przyszłego pracownika właśnie tam i z tego powodu wiele osób się pilnuje, aby nie pokazać czegoś, co mogłoby ich postawić w złym świetle. Tm bardziej, jak w znajomych mamy rodzinę. Nie wszystkie zdjęcia chce się w końcu pokazywać np. mamie.
Instagram. To miejsce kojarzy mi się z fanpagem, czymś, co chcemy udostępnić szerszemu gronu odbiorców. Np. osoby ze świata show biznesu prowadzą swoje konta, aby mieć kontakt z fanami i pokazywać, co u nich słychać. Ale nie tylko są to gwiazdy wielkiego ekranu, ale wszyscy ludzie, którzy w jakiś sposób działają w sieci. Ja np. obserwuję konta rękodzielników, którzy wykorzystują je, aby promować swoje prace. Krótko mówiąc, moim zdaniem na instagramie pokazujemy to, co w jakiś sposób chcemy wypromować, "sprzedać".
Twitter. Nie mam konta na tej platformie. Jedyne moje skojarzenie to "mądrości" polskich polityków i tyle.
I youtube. Największy serwis dodawania wideo. Można na nim znaleźć WSZYSTKO dosłownie. Z tego, co wiem to niektórzy youtuberzy (np. Profcio, Lakarnum) nie chcą, aby rodzice oglądali ich filmy, bo mogą nie zrozumieć żartów czy tego, co się tam dzieje. Osoby starsze na youtube to w ogóle inna sprawa. W tym temacie polecam filmy o Eli Gawin (są poniżej). Sama konto mam i zdarza się, że coś wrzucę, ale generalnie to na robieniu filmów się nie znam.
Opisałam krótko najpopularniejsze portale społecznościowe. Jest jeszcze TikTok, ale z niego nie korzystam. Próbowałam, ale jakoś mnie nie zachwycił. Wiem, że tam się wrzuca jakieś filmiki krótkie typu tańce i sporo nic nie wnoszących treści (językiem internetowym mówiąc "kupo - kontent"), ale do tych wartościowych tez można się dokopać. Uważam, że ważne jest, aby rodzice orientowali się (chociaż mniej więcej) czym są i owe platformy i z czym się można na nich zetknąć.
Około rok temu na miała miejsce głośna drama. Znany youtuber o pseudonimie "Kamerzysta" ze swoją ekipą znęcał się nad niepełnosprawnym intelektualnie chłopakiem. Chłopak sam do nich przyszedł, bo był to jego idol i myślał, że dzięki temu "będzie fajny". Do jednych z zadań należało miedzy innymi jedzenie kociego kału. Później cała ekipa się tłumaczyła, że to nie był kał tylko czekolada itp. tak czy siak - ośmieszyli własnego fana. Sprawa stała się na tyle głośna, że sam "Kamerzysta" trafił za kratki. Nie wiem jaki był wyrok. Jedyne, co wiem to, że jest on już na wolności (chyba za kaucją, bo kasy mu nie brakuje) i planuje pisanie książki.
Szkoda jedynie, że mało mówiło się o jego poprzednich filmikach: "Noc z bezdomnym", "Zaraziliśmy ich hifem" i tym na którym udawali, że niby Kamerzysta się wiesza. Oczywiście wszystko to miały być super śmieszne pranki (żarty). Normalnie aż skręciło mnie ze śmiechu na myśl, że ktoś chce odebrać sobie życie (ironia/sarkazm).😤
Powiedzieć chcę jedno: rodzice, interesujcie się tym, co wasze dzieci robią w internecie. Obecnie są różne dobre blokady rodzicielskie. Niestety są one płatne, ale mają wiele wartościowych funkcji. Mam wrażenie, że sporo osób nadal o tym nie wie. Druga sprawa to rozmowa. Nie tylko o zagrożeniach, ale po prostu interesowanie się tym, co nastolatek lubi w sieci oglądać. Nawet jeśli nam się to wydaje być głupie. Myślę, że ważne, aby przede wszystkim zrozumieć, jak bardzo różni się świat dzisiejszego np. szesnastolatka od tego, który znaliśmy my, kiedy mieliśmy tyle lat.
Mam nadzieję, że jakoś to wyjaśniłam. Przepraszam, że jest to długie i być może chaotyczne, ale to problem, który jest bardzo istotny, a i tak wydaje mi się, że liznęłam zaledwie czubek tematu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz