Chłopaki, zazdroszczę wam, że nie macie okresu. Choć znając życie, pewnie macie inne dolegliwości cielesne. Miesiączka to nie choroba, a raczej jej brak jest oznaką choroby, ale jest coś czego nie cierpię. Z resztą, pewnie nie ja jedna. Pisząc ten post, zwijam się z bólu. Skurcze brzucha wydają się czymś oczywistym, ale do tego dochodzi ból nóg! Wczoraj w ośrodku mieliśmy Dzień Chłopaka i nie mogłam ustać na środku, tylko przeskakiwałam z nogi na nogę, żeby jakoś to wytrzymać. Ludzie mało wiedzą o miesiączkowych objawach, a szczególnie chłopcy, którzy jednak muszą z nami wtedy koegzystować. I to jest najgorsze. Facetów mogę jeszcze zrozumieć, ale nienawidzę, jak jakaś baba rzuca mi tekstem w stylu: "Ja też mam okres i jakoś żyć muszę!" W domyśle oznacza to tyle, że mam po prostu nie narzekać, nie zwalać "lenistwa" na przyczynę fizyczną. Serio, jeśli u kogoś te objawy nie są tak dokuczliwe, że praktycznie uniemożliwiają zwykłe funkcjonowanie - gratuluję mu! Naprawdę, to nie jest tak, że migam się tylko od obowiązków, a to, co dla mnie przyjemne to żaden problem. Dzisiaj przez około godzinę leżałam i myślałam, jak sobie pomóc. Z trudem w końcu wstałam i pozbierałam ubrania.
Oczywiście u mnie leki przeciw bólowe to podstawa. Kiedyś brałam Nospe MAX, ale teraz lekarz przepisał mi Spazmolinę, która jest silniejsza podobno. Nie wiem tylko czy nie biorę jej za późno. Mam w sobie coś takiego, że po prostu nie można się faszerować lekami, że później organizm się uodparnia. Czy to prawda? Nie wiem, medykiem nie jestem. 😒
Tak czy inaczej, jak wiemy, że dana kobieta ma "te dni", to bądźmy dla niej bardziej wyrozumiali.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz