poniedziałek, 4 czerwca 2018

Szpital w Kościanie

Ostatnio dawno mnie tu nie było, ponieważ trafiłam do szpitala neuropsychiatrycznego w Kościanie. Powodem był stan depresyjny. Spędziłam tam całe cztery tyhodnie i aż smutno mi wracać. Trafiłam na oddział otwarty, który w niczym nie przypominał stereotypowego "domu bez klamek". Można było mieć wszystkie rzeczy. Nie spodziewałam się tego, więc później rodzice mi niektóre rzeczy dowieźli. Mogłam też wychodzić na miasto. Z rodzicami zawsze chodziłam na rynek, na lody. Jeśli chodzi o leczenie to głównie stawiano na leki, ale jak ktoś chciał to mógł chodzić do psychologa. Ja chodziłam tam bardzo często i nie żałuje. Naprawdę dobrzy psycholodzy. :) (choć na początku było ciężko) Większość pacjentów to były osoby 50+ ale nie miałem problemu ze złapaniem kontaktu choć brakowało mi rówieśników. Najgorsze było jednak schodzenie z drugiego piętra na ciśnienie o 7:30... Masakra! Zawsze miałam problem ze wstawaniem. Na szczęście nie mierzyli mi ciśnienie przez cały pobyt. Jednak najfajniejszą częścią dnia były wieczorne autogeny. Nigdy się na nie nie spozniłam. Lubiłam siąść w fotelu i się odprężyć słuchając relaksującego nagrania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecane posty

Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!

Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie pi...