Lęk sam w sobie jest okej. Pomaga nam przetrwać. Kiedyś było tak, że człowiek spotykał dzikie zwierzę i mózg i pojawiała się szybka akcja reakcja: walczyć czy uciekać? Człowiek szybko oceniał sytuację i jeśli mógł i potrzebował to walczył, a w przeciwnym razie spierniczał gdzie się da. Ma to sens. W końcu chodziło o ratowanie życie. Dziś się trochę pozmieniało. Nie musimy się mierzyć z dzikimi zwierzętami, a zagrożenia są inne trudniejsze. Lęk o przyszłość, utratę pracy, zdrowia, tego, że ktoś w necie nas źle oceni... Powiedziałaby, że nasze mózgi zaczynają zwyczajnie świrować i nie wiedzą już kiedy się bać czy nie. Nie jednej osobie chyba zdarzyło się mieć wrażenie, że telefon w kieszeni wubruje, kiedy nic takiego nie ma miejsca. Z tego co wiem, nazywa się to fomo.
Moją największą fobią jest fobofobia - lęk przed lękiem. Mam straszne obawy, że wróci wszystko, co złe, że moje myśli natrętne mnie przyatakują. Będę o tym pracować na terapii, ale chciałabym abyście wiedzieli, że coś takiego istnieje. I znów: dla osoby nie obytej w temacie jest to jakaś abstrakcja, wymysł. Mogę starać się to wytłumaczyć, ale jeśli się tego nie przeżyje to bardzo trudno to zrozumieć. Tutaj "akcja reakcja" nie ma racji bytu. Bo jak się chronić przed lękiem samym w sobie? Pojęcia nie mam. Strasznie to paraliżuje i zatruwa życie. Nie lubię zostawać sama na długi czas, bo boję się, że nie zahamuje swoich "złych myśli". Nie mówię jednak o tym zbytnio, bo nie można się dać zwariować. Różne są sytuacje, każdy potrzebuje jakiegoś odpoczynku, nawet od drugiej osoby.
Proszę tylko, abyście nie oceniali nikogo przez swój pryzmat. Nie ma czegoś takiego, jak obiektywna lista problemów. Każdy jest inny i w sytuacji, kiedy ktoś nam mówi, że się z czymś boryka, nie daje sobie rady, najgorsze, co możemy zrobić to powiedzieć: "Eh, chciałabym mieć tylko takie problemy". Czyli do obecnego stanu dokłada się jeszcze komunikat, że coś z nami nie tak.
Fobofobia - artykuł
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz