Mówi się zdrowy nie zrozumie chorego, a chory zdrowego, ale ja bym to sprecyzowała: chorego nie zrozumie nikt kto nie choruję na tę samą chorobę. Od kilku lat męczę się z nerwicą natręctw tzw. OCD (z angielskiego: obsessive compulsive disorder).Od jakiegoś czasu czuję pewnego rodzaju... samotność. Oczywiście próbuję na te tematy rozmawiać z rodzicami. Są oni dość wyrozumiali, w końcu "męczą się" ze mną już ładnych parę lat 😉 Mama ma dużą wiedzą na temat mojej choroby i stara mi się pomóc, jak tylko umie. Mimo wszystko, często nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, aby opisać to, co czuję. Staram się mówić wprost, ale niektóre tematy są dość trudne. I kolejna rzecz: co dla kogo znaczy "wprost"? 😮 Chyba mało kto wie, że OCD wiąże się z pewnego rodzaju "fizycznym przywiązaniem myśli". Np. jeśli twoje natręctwo jest związane z myciem rąk, to możesz czuć na nich ciężar "brudu" tak długo aż tych rąk nie umyjesz. Albo u mnie tak jest, że jak czuję przymus powiedzenia czegoś "złego" mamie, to wydaje mi się jakbym miała ciężar na piersi. Ewentualnie gdy natręctwo jest związane z wpisaniem czegoś, to mam wrażenie, jakbym musiała je strzepnąć z palca. Dla zwykłego człowieka brzmi to wręcz irracjonalnie!
Nie dawno miałam epizod związany z nałogowym czytaniem treści o szatanie i okultyźmie. Wiedziałam, że to mi nie służy, że tylko jeszcze bardziej się nakręcam. Z tym, że na tym polegają natręctwa. Myśl --> kompulsja (czynność) --> chwilowa ulga i tak w kółko Macieju. Błędne koło. Omawiałam to na pierwszych spotkaniach terapii. Wszystkie żale wylałam na facebookowej grupie wsparcia dla osób z OCD. W komentarzu jedna dziewczyna się odezwała, stwierdzając, że miała wrażenie jakby czytała o sobie. Przegadałyśmy cały dzień. Opowiedziałam jej o całą historię swojej choroby, a ona swoją. Praktycznie co chwila któraś z nas pisała "Hej, u mnie też tak było!" Bo zgadzało się bardzo wiele rzeczy. Teoretycznie "obca" osoba lepiej rozumiała mój problem, ponieważ kiedyś sama go przeżyła. Daje to ogromne uczucie ulgi, że nie jestem sama z tym problemem, że nie zwariowałam. Naprawdę, grupy wsparcia dużo dają. Komuś może wydać się to dziwne, że łatwiej mi napisać tam niż porozmawiać z własną rodziną, ale chyba wiecie już o co mi chodzi.
Moi rodzice starają się mi pomóc, ale wkurza mnie, że są tacy, którzy takiego szczęścia nie mają. Przychodzą do rodzica z problemem, a zamiast propozycji np. konsultacji z lekarzem, dają ci złote rady w stylu: "Po prostu o tym nie myśl" albo "Po co zajmujesz się tymi głupotami?" (ten tekst irytuje mnie na maksa). Dużo się mówi o "bingo depresja". Może dałoby się też stworzyć wersję dla nerwicy natręctw? Bingo OCD? 😏
Dziękuję każdemu kto przeczytał moje wypociny i moim rodzicom, za to, że często nie jest łatwo, to próbują mi pomóc, jak tylko mogą. 💕
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz