Cieszy mnie, że to już pięćdziesiąty post. Nie myślałam, że przez ponad dziesięć dni uda mi się utrzymać regularność i cokolwiek pisać. :D Zwykle mam tak zwany "słomiany zapał", co jakoś fajne nie jest. Ale krótkie notki jakoś dają radę się wygadać bez konieczności szukania odpowiedniej grupy na fb i czytania pretensji w stylu "po co o tym piszesz". Serio, nie lubię tego.
A dziś o sklepach z zabawkami do których uwielbiam chodzić. Czasem nawet, jak się tam wybieram to zastanawiam się, co myślą sobie te panie, które tam pracują. Niby nie jest to ich sprawa, ale czasem czuję się dziwnie. "Przychodzi tutaj i grzebie w lalkach, ale nic nie kupuje." No jakbym kupidło miała, to bym wykupiła cały sklep.:D Szczególnie tą wielką, sześdziesięcio centymetrową lalkę Rainbow High, ale na nią to nie tylko kasy, ale nawet miejsca.
W moim mieście są dwa sklepy z zabawkami. Pierwszy jest o tyle fajny, że można w nim dostać mnóstwo różnych pierdółek, które przydają się do rękodzieła i po takie rzeczy tam zaglądam.
Drugi nie ma takich rzeczy. Za to pełno w nim produktów do pielęgnacji maluchów takich, jak wózek i śpioszki a także odpowiednich dla nich zabawek. Jednak to, co ja w nim uwielbiam, to wielka półka pełna lalek Barbie. Jest ich mnóstwo, dużo więcej niż w tym pierwszym. I wszystkie serie. Zwykła, Fashionistas, Made to Move, Princess Adventure i nie tylko. Ostatnio odkryłam, że można tam nawet dostać ubranka dla Barbie bez kupowania osobnej lalki. Z resztą od początku takie było założenie Ruth Handler, twórczyni lalki. Muszę mieć to na uwadze. Na razie poczekam, bo akurat wybór sukienek był słaby. Lubię ubranka szyć sama, ale fajnie też nie raz zobaczyć swoją bohaterkę w stroju robionym przez jej producenta.
Współczuję też wszystkim paniom z lumpeksów. Mam takie dwa ulubione w których można znaleźć prawdziwe skarby za grosze, ale na małej powierzchni upchnięte jest dość dużo towaru. A potem przychodzi taka jaka pogrzebie, pogrzebie nic nie kupi i pójdzie. xd Oczywiście, żeby było jasne: zawsze po sobie sprzątam. :) Ale naszukać się trzeba. Szperanie po lumpeksach to super zabawa. Zawsze jest coś, co nadałoby się do repaint.
Zaczęłam się także zastanawiać: dlaczego tak naprawdę uwielbiam zabawki? Nie powiem, abym za dzieciaka miała ich dużo, ale nie było też tak, że nie miałam nic. Z tym, że nie zawsze było to, co ja chciałam. Najczęściej chyba z powodu pieniędzy. W końcu który rodzic nie powiedział dziecku: "Ale ty masz dużo zabawek! Po co ci więcej?" Pamiętam taką sytuację, kiedy poprosiłam mamę o piórnik z bohaterkami bajki W.I.T.C.H. Internetu wtedy nie było, a mama na bajkach się nie znała, więc piórnik dostałam, ale z serii WINX. Nazwy są dość podobne, więc można się pomylić. Taki różowy "śmietniczek". Mimo wszystko, był bardzo ładny, więc machnęłam na to ręką. :) Gadżetów z serii W.I.T.C.H. miałam dużo. Poza zeszytami szkolnymi, była pościel na łóżko i żyrandol. Zazwycza dostawałam coś albo na urodziny albo pod choinkę. Teraz, kiedy mam więcej swoich pieniędzy, sama mogę decydować, co kupię. Jest to też dla mnie pewnego rodzaju powrót do dzieciństwa, bezpiecznego świata bez zmartwień. No i pewnie spełniam marzenia z dzieciństwa, choć za lalki W.I.T.C.H. trzeba sporo zapłacić i to na ebay z którego jeszcze nie umiem zamawiać. No, ale wszystko przede mną. :D
| Przykładowy piórnik W.I.T.C.H. |
| Miałam tą kosmetyczkę |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz