Kiedy myślimy o osobie niepełnosprawnej, to w pierwszej kolejności widzimy kogoś na wózku, o kulach, nie widomego... itp. Generalnie ułomność, którą można zobaczyć. Ale smutne jest to, że mało osób zdaje sobie sprawę, że są choroby przewlekłe, których nie widać i osoba na pierwszy rzut oka funkcjonuje bez zarzutu, wręcz tryska zdrowiem. Albo jeszcze inaczej: dotyka ona psychiki czy funkcjonowania w społeczeństwie. O tym, że "depresja to usprawiedliwienie lenistwa i osoby "chore" powinny się ogarnąć" pewnie wiele osób już słyszało. Jest to pewnego rodzaju "klasyk" i sztandarowy przykład krzywdzących przekonań. Mnie natomiast wkurza, jak ludzie, którzy nie znają mnie na tyle, aby wiedzieć z czym się borykam, zaczynają dawać mi złote rady na życie. W takich momentach najchętniej i wręcz z premedytacją zrobiła bym to samo, mając gdzieś i tłumaczenie "ale to inna sytuacja". Mam Zespoł Aspergera i tak wiem, że są zmiany w klasyfikacji Autyzmu i Zespołu Aspgera, ale piszę tak już z przyzwyczajenia. Inna sprawa to wszelkiego rodzaju komisje, ubieganie się o dofinansowania, renty czy wszelkiego rodzaju inne papierkowe sprawy. Jak dziecko samo je i sika, to już cudownie uzdrowione. Nikogo jakoś specjalnie nie obchodzi to, że np. nie jest w stanie zostać sam w przedszkolu, że nie nawiązuje kontaktu z ludźmi. Nic się nie należy.
Miałam podobną przygodę z pewną komisją. Akurat trafiłam wtedy do szpitala i mama chciała się dowiedzieć czy można sprawę załatwić zaocznie. Nie pamiętam nawet, co to było. Jakieś papierki. No i nie dało się, musieliśmy przenieść na inny termin. Kiedy już na komisję dotarłam, pani mnie tylko osłuchała. Tylko tyle. Po co to? Nie mam pojęcia. ale nie mogliśmy tego załatwić zaocznie.
Na dokładkę jest rodzina i jej złote rady w stylu: "Wmawiasz dziecku chorobę!", "Oszukujesz dla zasiłku, bo nie chce ci się robić!" I kolejna klasyka gatunku: "Autyzm srałtyzm, kurła! Jakbym w dupe ścięrą zdzielił to by jak w zegarku chodził, ale nie. Teraz to jest to całe bezstresowe wychowanie i dzieci mogą włazić rodzicom na głowę." Czasem aż nóż się w kieszeni otwiera. Jeśli jest się dorosłym autystkiem, to też nie jest łatwo. Naprawdę nie cierpię się tłumaczyć ludziom dlaczego nie mam pracy. Ktoś sobie myśli, że jak umiem zwyczajnie funkcjonować i skończyłam studia, to nie powinno być dla mnie żadnego problemu. Jakoś nie biorą pod uwagę faktu, że praca to odpowiedzialność, której na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie podołać. Bo jak odpowiadać przed kimś za wykonanie ważnego zadania, jeśli nie jest się w stanie do końca odpowiedzieć za siebie? Ale to ciężko zrozumieć komuś kto nie ma z tym do czynienia. Tym bardziej wnerwia mnie takie gadanie. W cudzym życiu to wszyscy najlepsi. Tylko ich własne to "inna sprawa". 😞😖
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz