Niby za dużo mówimy o żalu do Boga... Ale jakoś nikt chyba nie zapytał czemu tak jest. Czy może Bóg nie jest temu po części winny? Nawet teraz, jak piszę to pytanie, odczuwam ogromne poczucie winy, że je stawiam, ale chyba inaczej nie mogę. O co mam ten żal? O brak jasnej komunikacji. W liceum jeździłam na wakacyjne Rekolekcje Oazowe. Tam dowiedziałam się, że najlepsze, co może człowiek zrobić to oddać życie Jezusowi. Niby wszystko fajnie, ale jak ten Jezus chce mną rządzić? Jeśli mama powie mi "pozmywaj naczynia" to wiem czego ode mnie oczekuje. Mam jasny komunikat. A jak Bóg przekazuje informacje? Telepatycznie? Przez ludzi? Skąd mam wiedzieć, że to co sobie myślę, to wiadomość od Boga, a nie moja myśl? Gdybym słyszała głosy w głowie, to udałabym się do lekarza, bo normalne to nie jest. Moja animatorka oazowa (opiekunka grupy) zdziwiła się, kiedy na pytanie "czy chcemy oddać życie Jezusowi?" jako jedyna odpowiedziałam, że nie wiem.
Na "cudowne objawienia" też nie ma co liczyć 😅, bo Bóg byle komu się nie objawia, na to trzeba sobie zasłużyć. Z resztą, za nim bym wiedziała, że "to On", to też bym pewnie szukała pomocy u psychiatry, a jak nie, to bym sprawdzała czy aby szatan się pod niego nie podszywa (bo tak też może być).
Podobno Bóg mówi też przez słowo Boże. I znów byłoby fajnie, ALE... Czemu używa do tego tak skomplikowanych przykładów i języka, który dla wielu ludzi jest niezrozumiały? Nie mógłby jej jakoś "zaktualizować"? Napisać w sposób przystępny dla współczesnego człowieka? Odnoszę wrażenie, że Bóg ze Starego Testamentu i ten z Nowego to dwie różne osoby. Ten pierwszy nie stroił od wojen, faworyzowania "narodu wybranego" (kwestia której nie rozumiem, ale nie będę tu o niej wspominać), a potem nagle stwierdził, że nie, on o Bóg miłosierny i będzie jednak uczył o miłości do bliźniego.
Czasem łapie się na tym, że widzę w niej różne sprzeczności, ale jak na złość nie mogę ich sobie teraz przypomnieć. Z resztą, Pismo Święte samo się nie napisało. Robili to ludzie, jakiś czas później. Niby pod wpływem ducha świętego, ale kto wie czy ten duch to nie były jakieś urojenia, fantazje czy zwidy po czymś mocniejszym. Biblia nie jest już dla mnie tak wiarygodnym i świętym źródłem.
W sumie to teraz jedno mi się przypomniało. Czemu Bóg objawiał się np. św. s. Faustynie Kowalskiej i kazał jej pisać dzienniczek, jakby nie mógł tego wszystkiego napisać w Biblii? Zapomniał czy jak? Tak samo w przypadku objawień Fatimskich (chociaż tutaj to była Maryja).
Ale do sedna sprawy. Gdy odwiedzam różne sanktuaria, widzę wota (dary) zostawiane przez rzekomo "uzdrowionych" ludzi. Np. człowiek rzekomo sparaliżowany po modlitwie o uzdrowienie nagle zaczyna normalnie chodzić i zostawia kule/balkoniki/wózek inwalidzki w danym sanktuarium "na świadectwo". Za każdym razem wtedy pytam siebie czemu mnie Bóg tak nie może uzdrowić. Ponoć każdy musi nieść swój krzyż, ma jakieś zadanie do wykonania. I ten krzyż jest na tyle ciężki, aby nie dać sobie z nim rady. Tyle, że nie, bo nie raz już sobie rady nie dawałam. Nie wiem co On miał przez to na myśli. Panie Boże, proszę usprawnij tą komunikację. 😓 Ostatnio też przestałam wierzyć w cuda. Głównie dlatego, że korelacja nie oznacza związku przyczynowo skutkowego. Np. to, że dziewczyna modli się o dobrego chłopaka i tydzień później jakiegoś poznaje, nie znaczy, że to Bóg jej wysłuchał. Dowodzą tego ludzie, którzy osiągają swoje cele i są szczęśliwi bez modlitwy. Aha, zapomniałam przecież, że Bóg nie jest od spełnienia naszych zachcianek... 😵 W taki sposób można wytłumaczyć wszystko: otrzymujesz to o co się modlisz - Bóg tak chciał. Nie otrzymujesz tego? widocznie nie uważa, aby było to dla ciebie dobre. 😵 Zawsze jakieś wyjaśnienie... Ale rozum i to, co wiem o świecie, wpływach społecznych, psychologii, technikach manipulacji czy siłach autosugestii, coraz mniej pozwala mi w takie rzeczy wierzyć.
I kwestia najważniejsza: gdzie ten "wspaniały plan", który ma dla mnie Jezus? O to jestem najbardziej zła. Mówi się, że ludzie chcą sami rządzić swoim życiem, wyrzucają Boga na dalszy plan, a ja już tyle razy próbowałam się mu oddać i nic z tego nie wynika. Nie wiem czego on ode mnie oczekuje. Nie wiem po czym poznać, że to, co się dzieje to "Znak od Boga" i w żadnym wypadku nic innego. To co piszę teraz, to taka jakby moja modlitwa.

Miałam podobne przemyślenia, kiedy byłam młodsza (wychowałam się w bardzo wierzącej rodzinie, wygląda na to, że Ty też). Teraz już na szczęście mam to wszystko za sobą.
OdpowiedzUsuńmoja rodzina nie była zbyt religijna, to raczej ja się zradykalizowałam ciutke
Usuń