Była Hello Kitty, Pekomony, Harry Potter i to przybył! Kolejny Zabawkowy Wysłannik Szatana! O to Huggy Wugy!
Dawniej na punkcie "demonicznych zabawek" miałam obsesję. Bałam się, że nie mogę czytać nic o demonach czy magii, bo w ten sposób otwieram furtkę szatanowi. Innymi słowy, wierzyłam, że przez to szatan zacznie mnie dręczyć, bo jednocześnie byłam bardzo wierzącą i religijną osobą. Wzięło się to z tego, że w mediach katolickich czasem spotykałam się z tematem "zagrożeń duchowych". Rzekomo szatanowi chodzi o to, aby przez oswajanie dzieci ze złem i okultyzmem, wychować sobie sługusów, którzy byliby bardzo daleko od Boga. Właśnie dlatego było tyle ostrzeżeń, że dzieci czytające Harrego Pottera zaczną praktykować magię. Wiele osób się z tego śmiało, co w moim odczuciu nie było dobre. Dlaczego? Dlatego, że zapominały, że według nauczania Kościoła magia jest realnym zagrożeniem, a nie fikcją. Takie ostrzeżenia najbardziej oddziaływały na osoby wierzące i zapewne do nich były głównie kierowane. Śmianie się z tego nie było dobre, ponieważ tylko utwierdzały ludzi w ich przekonaniach: "Oni się śmieją, a później będą płakać, jak ich dziecko zacznie się staczać i nawet nie pomyślą, że za tym wszystkim stoi Zły."
Na szczęście wyleczyłam się z wiary w takie głupoty, kiedy zdiagnozowano mi Nerwicę Natręctw. Skłoniło mnie to do spojrzenia na "sprawy demoniczne" z perspektywy naukowej. Zaczęłam też dużo słuchać o szeroko pojętej psychologii. W temacie duchów polecam mój ulubiony film z youtubowego kanału Lupa Sceptyka. 💗 Jest długi, ale porusza temat od strony fizyki, psychologii i metodologii naukowej. 😊
Ostatnie na facebooku pełno jest ostrzeżeń przed popularną wśród dzieci zabawką Huggy Wuggy. Jest to postać z gry "Poppy Playtime", która jest horrorem. Facebookowe ostrzeżenie, które widziałam to jeden post udostępniany przez wiele osób. Nie widziałam w nim nic o demonach i innych irracjonalnych rzeczach. Zwrócono za to uwagę, że po przez zabawkę (moim zdaniem kierowaną do dorosłych graczy, a nie dzieci) nasze pociechy mogą mieć kontakt z brutalnymi treściami nieodpowiednimi do ich wieku. Tu nie chodzi o nastolaków (którzy coraz bardziej wychodzą z pod władzy rodziców), a o dzieci, często przedszkolaki. Nie znam się dokładnie na rozwoju mózgu człowieka, ale wiem, że w pierwszych latach życia dziecko chłonie wszystko, jak gąbka. Uczy się dopiero czym jest dobro i zło, a także ma problem z odróżnieniem fikcji i rzeczywistości.
Mimo to i tak znalazły się osoby piszące: "rany, to tylko zabawka. W Jasiu i Małgosi Baba Jaga płonie w piecu i jakoś nie ma z tym problemu."
W temacie bajek też nie jestem specjalistą. Wiem jednak, że sporo z nich zostało "wygładzonych" na potrzeby młodszych odbiorców. Jeśli ktoś zna pierwotne wersje baśni braci Grimm, to wie, że zdecydowanie bliżej im do horrorów Stevena Kinga niż bajek Disneya.
Nikt nie twierdzi, że ktoś kto kupił dziecku tą zabawkę to zły rodzic. Albo że chce wychować córkę/syna na seryjnego mordercę Chodzi o samą świadomość z czym dziecko może mieć do czynienia w internecie. Przeraża mnie, że wciąż sporo rodziców nie wie, że istnieją programy kontroli rodzicielskiej. Są to np. aplikacje, które pobiera się na telefon rodzica i dziecka i jak ono chce pobrać jakąś grę, to rodzic na swoim urządzeniu musi to zaakceptować. Do tego fundamentem jest ROZMOWA. Uświadamianie granicy między światem realnym, a wirtualnym. Poznanie swojej pociechy, wejście w jej świat. Niby oczywiste, a jednak trudne do zastosowania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz