Negatywne przekonania to taka cholera, którą łatwo złapać, ale gorzej wyplewić. Nabywa się je przez różne doświadczenia. Np. rodzic mówi do dziecka "weź się zacznij uczyć, bo z tego, co robisz chleba nie będzie". Nie pamiętam czy kiedyś usłyszałam coś takiego, ale jeśli trafi to na podatny grunt, to może zakiełkować myślenie, że to, co lubię nie jest ważne i nie warto temu poświęcać czasu. Lepiej się męczyć nad czymś "obiektywnie wartościowym", bo przyniesie pieniądze.
Moja głównie dotyczą poczucia zależności, braku samodzielności czy niepełnosprawności.
Kiedyś dużo rysowałam. Chciałam dorównać mojej koleżance, która robiła to bardzo dobrze. Wiele przy tym łez wylałam. Nie było istotne to, że moje praca chwaliła mama, a to z prostego powodu - mama nie zna się na rysunku. No i jest mamą, więc dla niej zawsze dziecko będzie najlepsze. Oglądając różne kanały na yt (zwłaszcza jeden) nabrałam przekonania, że aby dobrze rysować "muszę" znać podstawy rysunku. Nie mam zamiaru tu ich negować. Po prostu nie chciałam się tego uczyć, nie interesowało mnie to do tego stopnia. A odnoszę wrażenie, że w sporej części rysunkowego internetu było to niemal "pierwsze przykazanie". Urosło we mnie przekonanie, że nie nauczę się dobrze tej dziedziny, bo mam słomiany zapał. Nadal wstydzę się swoich rysunków, ale już nie aż tak bardzo.
Inny przykład. Kiedyś ta koleżanka zapytała mnie czy nie próbuję sobie rekompensować czegoś (nie pamiętam czego) kupowaniem drogiego sprzętu. Przy tym uświadomiłam mi, że i bez tego mnie lubi. Uważałam, że jak mogę sobie kupić coś czym będzie mi się lepiej pracowało to czemu nie? Ale nie miałam takiego przebicia, aby jej to wyjaśnić. Byłam dość nieśmiała i nie raz nie potrafiłam się odezwać. To pytanie sprawiło, że w jakimś stopniu bałam się np. kupić lepsze kredki.
Mam w sobie ogromną potrzebę robienia wszystkiego samodzielnie. Np. zawsze, kiedy trzeba było coś zamówić musiałam prosić tatę. Niby nic, w końcu to on zajmuje się takimi rzeczami. Ale trzeba o tym powiedzieć, czasem przypomnieć i znaleźć chwilę. Kolokwialnie mówiąc: zawrócić komuś gitarę. Dlatego bardzo mnie cieszy, że nie długo będę mogła robić to sama.
Tego jest więcej. Na poziomie świadomym wiem, że są to bzdury, że tak nie jest. Ale silna obawa pozostała. To nie jest tak, że powiemy "ale ja cię lubię" i obawy miną. Wtedy w mojej głowie pojawi się odpowiedź: "no tak, lubisz mnie, bo znasz tylko moją dobrą stronę".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz