środa, 24 sierpnia 2022

Jak krytykować

Jakieś pół godziny przed pisaniem tego postu, czułam się bardzo źle. Cała się trzęsłam, machałam rękoma, chodziłam w te i we w te. Do tego wstyd, że widzą to moi koledzy, panie z ośrodka, moi koledzy, widzą, jak się zachowuję, a ja nie mogę im powiedzieć dlaczego. Trwało to około godziny i bałam się, że niechcący zrobię sobie krzywdę. Pomogła mi dopiero rozmowa z moją ciocią.


To się opanować było, a nie swoje fochy z do innych wynosić! 


Może zdrowa osoba to potrafi. Ja nie. Z resztą, nikt nie wie ile wysiłku muszę włożyć, aby zachowywać się "tylko" tak. Równie dobrze można pójść na oddział onkologiczny i wykrzyczeć: "Przestańcie być chorzy!" Tak samo jest z "opanuj się". BEZ SENSU. Chyba, że załączysz do tego jakąś prostą, cudowną i skuteczną radę, jak to zrobić. Bez tego jest to pusty frazes. 


Z resztą ta rozmowa była mi w tym momencie potrzebna, jak leki. Musiałam się wykrzyczeć, wyżalić. Ale doszło do tego poczucie winy, że opowiadam o tym. W końcu ta sprawa nie tylko mnie dotyczyła. Ale wtedy dobijała mnie też okropna samotność, że nie mam z kim o tym porozmawiać. Słowa: "Porozmawiam z tobą, jak będziesz spokojna!" są, jak gaszenie pożaru benzyną. Bo ja potrzebowałam wysłuchania, aby się uspokoić. To rada od pani psycholog, ale muszą o to zapytać, bo coś tu nie działa. To błędne koło: potrzebuję wysłuchania, kiedy jestem załamana, ale nie dostaję go, bo mówię już lekko podniesionym głosem, który i tak staram się opanować (ale kto to widzi?). Przez to czuję się jeszcze gorzej. Miałam ochotę zniknąć, aby nie czuć tej okropnej samotności. 


Oczywiście mogę rozmawiać o tym na terapii, ale to dopiero za miesiąc, a wysłuchania potrzebowałam w tym momencie... 


Będziesz się teraz żalić ludziom jaka ty biedna jesteś, a to wszystko twoja wina! I nie zwalaj na głupiego "Aspergera"! Jesteś żałosną atencjuszką!

Widzicie? Takiego "krytycznego rodzica" (tak to nazywamy na terapii) mam w sobie i za Chiny nie chce wyleźć. Wręcz przeciwnie. Teoretycznie ma on na celu ochronę mnie przed robieniem głupot. W praktyce wzbudza poczucia winy i żyć nie daje.


No tak, prawda w "oczy kole"...


Hej, głosie, weź się zamknij! To mój blog i ja tu rządze. Nie piszę szczegółów z prywatnego życia, których rodzice mogliby się wstydzić, więc nie mam sobie nic do zarzucenia. Blog stworzyłam jako miejsce na którym zostanę wysłuchana. Oczywiście jest we mnie ogromne poczucie winy, że tu piszę, ale na ten moment jest mi to potrzebne, jak tlen. Jeśli komuś się to nie podoba - jego problem. Tym bardziej, że nie piszę konkretnie o kogo chodzi.


Eh, no to co cię tak wkurwiło? 


Ciąg dalszy z wczorajszej sytuacji. Nie mogę podać szczegółów. Zaczęło się tak naprawdę od unieważnienia tego, co zrobiłam. Zastąpię to przykładem analogicznym przykładem: "Ty tego okna nie umyłaś, tylko ledwo przeleciałaś ścierą"

Unieważnienie moich wysiłków. Nie ważne, że bardzo ciężko jest ci się do tego zabrać. Nie ważne, że poświęciłaś na to dużo czasu (jak na ciebie) i uważasz, że jest okej. EFEKT jest zły. 

Próbowałam wytłumaczyć dlaczego tak było, ale samo nazwanie "mojego mycia" "przetarciem szmatką" to już był cios. Unieważnienie tego, co zrobiłam. I fakt, potem usłyszałam, że pokaże mi, jak to się robi, żeby było dobrze. Poczułam, że wtedy zmarnowałam swój czas. W dodatku problem tego "okna" (to przykład zastępczy, w rzeczywistości chodziło o coś innego!) męczył mnie już długo. Ciągle je myłam, ale się szybko brudziło. To próbowałam wytłumaczyć.


Na terapii za każdym razem przerabiam podobne sytuacje. Rozpisuję je w tak zwanych "kajzerkach" . 


Chodzi o to, że z sytuacji wynikają myśli, z myśli są emocje i odczucia z ciała, a z tego zachowania. 

Na koniec są wewnętrzne przekonania na temat siebie, które też wynikają z myśli. U mnie wychodzą takie. 

"Jestem nie ważna (najczęstszy). Jestem ZŁĄ osobą. Jestem egoistką. Nie nadaje się do życia z ludźmi. Gdyby ludzie poznali mnie całą, uciekli by ode mnie. Jestem potworem."

I żeby to dobrze zrozumieć.  To nie tak, że ja nie wiem, że jestem ważna, wręcz przeciwnie. Np. gdybym nie była ważna dla mojej mamy, to ona by się mną nie interesowała. Wynika to z konkretnych sytuacji w których tak się czułam. 




Oj biedna ty, hah! Normalnie nikt nie może skrytykować, bo księżniczka strzeli focha! Nie znasz się na życiu, dziewczyno. Innych też w pracy krytykują i oni Z TYM ŻYJĄ.


Ale ja nie jestem "inni"! Ja to ja. Kiedy od rodziców usłyszałam, że za słabo wyciskam mopa, to też byłam zła. Ale jest różnica między powiedzeniem: "Musisz lepiej wyciskać mopa, bo nadmiar wody niszczy panele", a powiedzeniem: "Dla mnie to nie mycie podłogi, tylko rozmazanie wody".  W dodatku wiem dlaczego mam tego nie robić. W końcu panele służą nam wszystkim. Trzeba o nie dbać, aby nie marnować pieniędzy. Teraz zawsze staram się wycisnąć mopa tak, jak trzeba. :)


Ale zdarzają się sytuacje, kiedy jestem krytykowana za to, że robię coś "nie normalnego". Np.  "Nikt nie chodzi spać w dzień, to nie jest normalne." A dlaczego nie? Ja nie pracuję, a jak coś w danym momencie trzeba zrobić - wystarczy powiedzieć, że muszę zrobić to teraz, bo... I kto to jest ten "nikt"? Przecież na świecie są miliardy ludzi dla każdego, co inne jest normalne. Czemu ja mam tak robić, kiedy nie mam obiektywnego, sprawdzonego, racjonalnego argumentu? Z resztą, można to odwrócić w drugą stronę np. dziecko mówi "Chciałbym mieć tatuaż, wszyscy koledzy w klasie go mają." Innymi słowy "To jest normalne, bo koledzy to mają". Standardowa odpowiedź standardowego rodzica: "A jak wszyscy pójdą skakać z mostu to ty też pójdziesz?"


Argumenty w stylu: "nikt tak nie robi", "to nie normalne", "to dziwne" są bez sensu. Jeśli nie robię sobie lub komuś krzywdy (prawdziwej, nie urojonej) to czemu mam tego nie robić. 


Konkretny przykład (z życia, na koncercie):

ŹLE: Nie skacz tak, bo ludzie się gapią. 


Co tu nie działa? Mam w dupie, że ludzie się gapią. Jestem na koncercie, to będę tańczyć. Proste. Moja reakcja: Daj spokój, to ich problem. 

DOBRZE: Rozumiem, że chcesz sobie potańczyć. To normalne, ale źle się z tym czuję, że ludzie się na ciebie gapią. 


Co tu DZIAŁA? Rozumiem, że ktoś może się przejmować spojrzeniami bardziej niż ja.  Moja reakcja: Okej, mamo, spróbuję się trochę powstrzymać. 


Syndrom Oszusta!

Tysiąc osób może mi mówić, że jestem super, że robię dobre rzeczy itp. 

Ale znajdzie się kilka, co powie, że jestem do dupy, to co robię jest bezwartościowe, nie znam się itp. 

Wniosek? "Te tysiąc osób się nie zna, albo boją się powiedzieć, że jest źle. Tylko te kilka miało racje."


Tak mniej więcej działa ten syndrom. 

U mnie można to przełożyć na sytuacje z ważnością: mam miliony dowodów na to, że jestem ważna, ale zdarzy się ta jedna sytuacja, w której odczuje się kompletnie inaczej i reszta "traci na ważności". 

Albo z tym, że ludzie wokół uważają, że jestem super osobą, a ja czuję, że gdyby mnie bliżej poznali, to by uciekli. 

Więcej o syndromie oszusta jest pod tym linkiem: 




Dużo bym jeszcze napisała, ale czas mi się kończy i będę musiała wracać do domu. Naprawdę, mam dość degradacji/umniejszaniu mojej pracy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecane posty

Masz Aspergera? Hah! Jesteś potworem!

Cześć! Ostatnio dużo czytałam na temat związków z osobami z Zespołem Aspergera. Sama mam ten zespół i smuci mnie i załamuje to, co ludzie pi...