Weszłam dziś na facebooka i wyświetlił mi się post stronie Fundacji Gajusz w którym opowiadała krótko o samobójstwie dziecka. Jedenastolatka. Za nim ktoś zada głupie pytanie: "To czemu ty takie rzeczy czytasz? Ja bym..." Jak się czytać zacznie, to za późno. Trzeba treść poznać do końca, żeby wiedzieć, co się stało i pozostać i możliwie pozostać bez pytań. Fundacja Gajusz zajmuje się głównie dziećmi z chorobami śmiertelnymi. Pomaga im i ich rodzicom oswoić "ten czas". Nie powiem jaki dosłownie, bo widać. Wbrew pozorom lubię ich posty, bo udowadniają mi one, że jest wielu dobrych ludzi, a życie ma jak najbardziej sens.
Ale przy tym poście poczułam okropną bezsilność. Mówi się o wypadkach samochodowych, żeby nie gnać, jak głupek po pijaku, bo można zabić nie winną osobę. Tylko mało osób wie, że rocznie więcej osób samemu odbiera sobie życie. Do tego pisać, żeby w telewizji pojawiały się cykliczne kampanie w tym temacie? I specjalnie mówię, że w TELEWIZJI, bo w Internecie jest tego dużo. Dodatkowy problem polega na tym, że aby natrafić na taki materiał, to trzeba się w jakimś stopniu zainteresować choćby tematami powiązanymi.
Przytłacza mnie fakt, że nie wiem, co z tym zrobić. Cieszę się, że świadomość zdrowia psychicznego jest coraz większa. Wielu rodziców edukuje się w tym temacie i nie mają oporów, aby nawet profilaktycznie zabrać dziecko do psychiatry czy psychologa.
Ale tu się zaczyna inna bajka... Psychiatria dziecięca w Polsce nawet nie leży i kwiczy. Jej prawie nie ma. W Górze próżno szukać psychiatry dziecięcego, nawet prywatnie. Na NFZ najbliższy jest w Kościanie i tam jeździłam na początku. Z tym, że to godzina drogi w jedną stronę i jak ktoś nie ma auta, to może być ciężko.
Początek wpisu smutny, ale w trakcie jego pisania uświadomiłam sobie, że sytuacja zmienia się na lepsze. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz