Wszystkim radcom, którzy mówią "pracuj nad sobą", "wystarczy tylko chcięć", mówię: w dupie byłeś, gówno wiesz. Bo radzić to łatwo, ale póki "mną" to tak, nic nie wiesz. Przepraszam, jak będę dla kogoś nie miła, ale nie zamierzam się cenzurować. Ostatnio czuję ogromną wściekłość, bo męczą mnie te "złote rady" i patrzenie na mnie, jak na Debila i Wariata, że nie umiem ich zastosować. Bo dla kogoś to "normalne", że umie się wykąpać w dziesięć minut. A ja jak usłyszałam, że jest to długo (po wykładzie, że dla mnie jest to dla mnie nie do osiągnięcia), to miałam takie "WHAT?! Przecież przed chwilą zrobiłam Ci wykład, że nie jest to dla mnie osiągalne, a ty nadal ode mnie tego wymagasz? Czyli masz w dupie to, co ci powiedziałam przed chwilą? Właśnie tak to poczułam. I tak, wiem, że woda i prąd kosztują. Mam tego pełną świadomość. I to aż nadto, bo potrafię spanikować, kiedy zapomnę z ośrodka mangi, która kosztowała nie całe trzydzieści złotych. Już to przeliczam ile godzin musiałabym pracować, żeby tyle zarobić. I teoretycznie mogę się wykąpać w dziesięć minut. Rzecz w tym, że wymaga to przeogromnego skupienia tylko i wyłącznie na jednej czynności, a ona jest ogromnie męczące i energożerne. Z resztą, kiedy leci na ciebie ciepła woda, to bardzo łatwo wejść w analizy różnych, fascynujących tematów. Kiedyś kąpałam się nawet godzinę i gdybym nie dorosła i nabrała większej świadomości, że woda i prąd drogo kosztują, to pewnie prędko by się to nie zmieniło.
Druga sprawa słowa niektórych moich kolegów z ośrodka. Im się może wydawać, że to niby nic, bo w sumie to nic złego nie robią, ale to naprawdę wkurwiające, kiedy słyszysz któryś raz, że "Ej! Dziś nie Mikołajki? Czemu nosisz czapeczkę?" Bo mogę i co? Jeszcze rozumiem, że się komuś nie podoba śpiewanie kolęd w październiku, ale czemu komuś przeszkadza Mikołajkowa czapeczka w Grudniu? Może z perspektywy tego kolegi (mam tu na myśli konkretną osobę) jest to zwykłe pytanie, ciekawość, normalna rozmowa, ale robi to codziennie, ale takim żucającym się tonem, że myślę sobie, co zrobiłam źle. A nie zrobiłam źle NIC.
"Albo, Ej, ty masz dyżur w kuchni, czemu XXX musi robić wszystko "sam"?" Moje przekonanie o sobie: "Jestem leniwa, zwalam robotę na innych!" Kurde, zawsze po przyjściu pytam się pani czy jest coś do zrobienia i jak jest, to robię, a nie to nie. Nie potrzeba trzech osób do wycierania stołu czy pilnowania makaronu. Jest nawet powiedzenie: "gdzie kucharek sześć, tam nie ma, co jeść". Czasem udaje mi się odgryźć, ale to zwykle pogarsza sytuację.
Musisz schudnąć. To akurat wynika z troski, więc po części nie mam o to pretensji, ale bardzo dobrze wiem, że muszę schudnąć. Rzecz w tym, że często zwyczajnie mam dość walki ze sobą, aby nie kupić czegoś słodkiego, a nie raz mam ochotę jakoś wynagrodzić sobie to, co mnie spotkało. Bardzo bym chciała schudnąć, ale to takie błędne goło biorące się z bycia ocenianym.
Punkt kulminacyjny był w sobotę. Oglądam sobie filmik. o Sailor Moon na yt, piszę komentarze i jest normalnie. Jedna osoba pyta czy inne Sailorki mają dzieci. A ja piszę o tym na wątek na Sailorkowej grupie na fb.
W jednej z odpowiedzi otrzymuję komentarz od użytkowniczki M., że przecież jest krótka historyjka "parallel Sailor Moon"(alternatywne zakończenie) i już o tym mówiła na swoim kanale. Niby normalny komentarz, ale po starych dramach z nią (nie oszukujmy się, zaczynających się ode mnie) pomyślałam: "kurwa, znowu się zbłaźniłam i zaraz się do mnie doczepi o coś". I dopisałam, że chodziło o główny wątek.
Wracamy na yt. W odpowiedzi na moją odpowiedź odezwała się jeszcze inna osoba. Napisała, że chyba jestem lekko upośledzona skoro tak analizuję jedno anime. Że jeszcze skopiowałam "cudze słowa" (nie, nie wkleiłam cudzego komentarza jako swój na fb, z resztą nikt nie ma monopolu na zadawanie jednego pytania) i że ona wyraża tylko "swoją opinię". Przypomniała też mój głupi post o menstruacji Sailor Moon. No świetna opinia. Stwierdzenia, że obca osoba z internetu musi być chyba upośledzona, żeby coś analizować.face palm...
Jako, że ta osoba pewnie znała mnie z sailorkowych grup na fb, to zrobiłam screena tego komentarza i wrzuciłam posta. Napisałam, że tak pisałam różne durne posty i jednego szczególnie żałuje (był nie do końca przemyślany), ale to nie powód, aby mnie obrażać. Że teraz już staram się dokładnie je przemyśleć i nie postuje już tak często, jak kiedyś. I najważniejsze: że moja tendencja do rozbierania wszystkiego na części pierwsze wynika poniekąd z bycia w SPEKTRUM AUTYZMU. Część komentujących zrozumiała przekaz i większość komentarzy było w stylu: "tak, pisałaś różne głupoty, ale to nie powód, aby cię obrażać", ale przyszła znów użytkowniczka M. ze słowami "sama jesteś sobie winna i to od dawna. Błagam, nie spam mi pod filmami, bo algorytm zaczyna brać cię za bota". Najpierw pomyślałam tak: "czyli siedzę pod i wypisuje mase komentarzy pod WSZYSTKIMI twoimi filmami? To nie prawda". Dopiero później zrozumiałam, że pewnie miała na myśli tą dyskusję z autorem zamieszczonego na grupie komentarza. Starałam się tam bronić. Plus była tam inna osoba, która nie wiedziała o co chodzi i myślała, że to wszystko do niej. Tłumaczyłam jej, że nie.
Część osób na fb odpowiedziało użytkowniczce M., że mimo wszystko to ja tu jestem ofiarą. Przeczytałam od niej, że "chyba nie znasz wszystkich dram z NIĄ (ze mną) związanych plus, że ma syna w spektrum i za to "zasłanianie się" autyzmem ma ochotę mnie trzasnąć".
I ten komentarz zabolał mnie najbardziej. Bo co to znaczy "zasłaniać się autyzmem"? Nie robiłam tego tak, jak to często robią niektórzy influancerzy, którzy na wszelkie zarzuty wyciągają kartę pułapkę pod tytułem "depresja" i uważają, że są przez to nietykalni. Albo, że skoro jestem "chora" (nie, autyzm to nie choroba) to wszystko mi wolno. Chciałam jedynie zaznaczyć, z czego wynikają moje dziwne zachowania i że wiele wypowiedzi mogę nad interpretować, albo odbierać mega DOSŁOWNIE. Przykład jest powyżej, ten spam pod "filmami" gdzie tak naprawdę był tylko pod jednym. Naprawdę, jeśli zrobię coś źle, to chcę, aby ktoś mi to na spokojnie wytłumaczył dlaczego to jest złe, a nie zakładał, że przecież to oczywiste.
I teraz NAJWAŻNIEJSZE!! Autyzm to nie choroba. Nie da się go wyleczyć. Można jedynie nauczyć się z nim żyć. Autystami jesteśmy zawsze, wiele zachowań z tego wynika. Teksty typu: "nie etykietuj się" czy "nie zasłaniaj się autyzmem" są głupie i nic nie wnoszą. To inny sposób rozwoju., więc czy tego chcemy czy nie - wielu zachowań NIE DA się wyeliminować. Niektóre autystyczne kobiety uczą się je maskować, ale wymaga to ogromnego skupienia i energii. Uważam, że póki nikomu nie robimy krzywdy, mam prawo być sobą ze wszystkimi dziwactwami. Chodzę na terapię, ale niektórych rzeczy się nie zmieni choćbyśmy nie wiem, co zrobili. Tak samo, jak osobie z amputowanym nogą ona nie odrośnie, ile by nad tym ona nie pracowała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz