Plusów jest zdecydowanie więcej, ale chcę zacząć od minusów, żeby póóźniej zostało dobre wrażenie. Od razu też mówię, że nie wynika to ze złej woli podopiecznych, a tym bardziej pracowników.
1. Brak zajęć umysłowych.
Ta rzecz doskwiera mi szczególnie. Wiele rzeczy, które dla moich kolegów są trudne, to dla mnie banał, który mogę zrobić z "zamkniętymi oczami" i nie muszę się zbyt wiele nad nimi zastanawiać. Mój problem polega na tym, że nie potrafię się wczuć w rolę osoby, która nie nie rozumie rzeczy dla mnie prostych. Doświadczam wtedy czegoś, co nazwałabym "spięciem mózgu". Po prostu nie mogę pojąć dlaczego koleżanka każdego dnia zapina się w samochodzie w nie swój pas. Niby wiem, że wynika to u niej z niepełnosprawności intelektualnej, ale dla mnie jest to nadal kwestia trudna do zrozumienia.
2. Brak zaangażowania niektórych osób we wszystkie zajęcia.
Z jednej strony wiem, że nie każdy jest w stanie wszystko zrobić. Jednak czasem zastanawiam się na ile to jest brak możliwości intelektualnych, a na ile zwykły brak potrzeby. No bo po co coś umieć, jeśli mama czy tata zrobią to za nas? To po części też rozumiem. Np. wiążemy buty dziecku, które robiłoby to długo, kiedy się spieszymy np. do przedszkola. Jednak w sytuacjach, kiedy się nie śpieszymy, moim zdaniem lepiej, aby ono robiło to samo. Na zasadzie: "umiesz sam zawiązać buty. Nie wyjdziemy do parku tak długo, jak tego nie zrobisz." Jestem zdania, że spora grupa osób u nas należy do tzw. "leniwych, ale zdolnych".
3. Niechęć do robienia nowych rzeczy.
Wystarczy tylko zaproponować coś "trudnego" (czyt. po prostu innego), żeby usłyszeć "Po co...?", "Ja nie umiem..." itp. Prawda jest taka, że nikt niczego na początku nie umiał: mówić, chodzić, czytać itp., ale jakoś teraz to umiemy. :) Tym bardziej nie można oceniać jako "trudne" czegoś czego nigdy nie próbowaliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz